Szkoła, rodzina i ...pierwszoklasista
Większość kłopotów szkolnych ma bezpośrednie powiązanie z sytuacją rodzinną ucznia. To prawda tak stara, jak... szkoła. Zwyle pierwsze poważniejsze ryzysy w rodzinie pojawiają się w sytuacji, kiedy pierwsze dziecko wybiera się do szkoły. Wywołane są głównie lękiem, który przeżywają rodzice - przed oceną dziecka, jaką wystawią mu inni ludzie. Każdy chciałby, aby jego dziecko było najzdolniejsze i otrzymywało same szóstki. To jeden z ważnych powodów, dla którego zaczynają być wobec dziecka ujawniane postawy emocjonalnej (czasami fizycznej) presji, których podłożem jest nie tyle rzeczywiste dbanie o prawidłowy rozwój intelektualny dziecka, przyswojenie materiału zadanego w szkole, ile lęk rodziców (lub jednego z nich): Co pomyślą sobie ludzie (teściowie wujkowie,ciotki), gdyby dziecko przyniosłoby gorszą ocenę? Jak zatem łatwo wywnioskować, im rodzice mniej uwikłani są w lęk przed opinią innych, tym spokojniej przebiegać będzie adaptacja rodziny do wydarzenia SZKOŁA, tym mniejsze trudności napotka uczeń w zdobywaniu wiedzy i adoptowaniu się do sytuacji, gdy ocenę o nim wyda ktoś inny niż mama i tata. Niektórzy rodzice, obawiając się oceny innych ludzi, zaczynają stosować najbardziej niebezpieczną taktykę - odrabiania lekcji za ucznia. Jakie mogą być konsekwencje uwikłania się w sytuację, kiedy mama (niestety, najczęściej właśnie mama) siada nad zeszytem dziecka i misternie wpisuje literkami naśladującymi pismo 7-latka, nie muszę wyjaśniać. Zrzucenie przez dziecko odpowiedzialności na matkę za odrobienie pracy domowej zawsze kończy się zahamowaniem motywacji do nauki, która w efekcie doprowadza do otrzymywania złych ocen w starszych klasach. Czy odrobiłeś już lekcje? Co masz zadane? Co było w szkole? To trzy najczęściej stawiane pytania. Ich intencja jest oczywiście zrozumiała. Niestety, tutaj także bardzo łatwo o przesadę. Istotne w procesie kształtowania u dziecka prawidłowych postaw emocjonalnych, ułatwiających wypełnianie obowiązku szkolnego, jest uczenie dziecka samodzielności i odpowiedzialności za efekty podejmowanych przez nie działań. W praktyce oznacza to, że - niestety - czasami lepiej jest, jeżeli dziecko przyniesie jedynkę lub uwagę w dzienniku za brak pracy domowej, niż wyręczanie dziecka w myśleniu i pamiętaniu o obowiązku odrabiania zadanych lekcji i przynoszeniu do szkoły tych książek, zeszytów, które kazał przynieść nauczyciel. Przesada w drugą stronę - tzn. całkowite nieinteresowanie się tym, co działo się w szkole, zadaniem odrobionym przez dziecko, stanie się także powodem szkolnych kłopotów. Jakie jest najlepsze wyjście? Złoty środek? Pierwszym i najważniejszym krokiem na drodze wspomagania rozwoju dziecka w trudnym dla niego okresie zetknięcia się z obowiązkiem uczęszczania do szkoły, jest zrozumienie przez rodziców prostych zasad. Do szkoły chodzi dziecko, a nie mama czy tata. Ocenę za pracę domową otrzymuje dziecko, a nie rodzice. Nie wszystkie dzieci są geniuszami. Ocena pełni także funkcje wychowawcze. Nie można uzależniać miłości do dziecka od tego, jakie przyniesie świadectwo. Płacenie dziecku za przynoszenie dobrych ocen jest idiotycznym rozwiązaniem wychowawczym. Szkoła to miejsce, gdzie nie tylko uczy się wiedzy przekazywanej przez nauczyciela. To także pierwsze ważne dla dziecka miejsce, gdzie uczy się ono zawierania przyjaźni, sposobów radzenia sobie w grupie. To powód, dla którego obok pytania: Co było zadane? - warto stawiać pytania o to, jak się nasze dziecko czuje w grupie klasowej. Dziecko ma prawo do normalnego wypoczynku. Warto o tym pamiętać decydując się na wybór różnych pozaszkolnych zajęć typu nauka języków obcych, kurs komputerowy etc. Dziecko ma prawo do własnego kącika na swoje szkolne przybory i książki. Świadectwo z paskiem, wbrew pozorom, nie ma nic wspólnego z "paskiem" i mieć nie powinno.