Renata Bożek
Już kilka dni po powrocie z wakacji jesteśmy tak zmęczeni, jakbyśmy nigdzie nie wyjeżdżali. Praca nudzi, dzieci irytują, a w sypialni wieje chłodem. Jak nie stracić dobrego nastroju i energii po powrocie z urlopu, radzi psycholog Krzysztof Korona.
Renata Bożek: Nie mogę się doczekać urlopu, ale humor
psuje mi to, co wyczytałam w "Journal of Applied Psychology". Z badań
naukowców z Tel Awiwu wynika, że nawet jeśli z wakacji wrócimy wypoczęci, już
po trzech dniach dobry nastrój nam minie, a po trzech tygodniach będziemy tak
samo zestresowani i przemęczeni jak przed nim. Może więc lepiej nie wyjeżdżać?
Krzysztof Korona: Wyjeżdżać, ale mądrze. Teraz radzi się ludziom: "Jeśli
pracujesz umysłowo, na urlopie ruszaj się, aktywnie spędzaj czas". No i
40-latek, który do pracy jeździ samochodem i siedzi godzinami za biurkiem, w
lecie biega, nurkuje, gra w tenisa. Wypoczywa? Częściej trafia do lekarza, bo
naderwał sobie łękotkę. Albo jeszcze gorzej - ma atak serca lub kłopoty z
krążeniem.

Taki urlopowicz czuje się fatalnie nie trzy dni po powrocie, ale zaraz po
wejściu do mieszkania. Chcesz w lecie naładować akumulator na cały rok?
Dostosuj urlop do swoich możliwości i potrzeb. Od roku nie byłeś na basenie?
Nie jedź na kurs nurkowania, bo się wykończysz. Marzysz o tym, by usiąść w
ogródku i poczytać książkę? Spędź właśnie tak wakacje i nie przejmuj się, że w
twoim środowisku modne jest chwalenie się zdjęciami z nurkowania na rafie
koralowej.
Ale nawet ten, kto ma niezłą kondycję i wypoczął w płetwach i z butlą tlenową
na plecach, gdy pomyśli: "Jutro muszę być w robocie", czuje
przygnębienie i irytację. Można tego uniknąć?
Tak, ale trzeba podzielić wakacje na raty. Przez tydzień wypoczniemy, ale nie
odzwyczaimy się aż tak bardzo od zwykłego życia, jak przez dwa czy trzy
tygodnie. Łatwiej więc będzie nam wrócić do codzienności i nie przeżyjemy
szoku, gdy trzeba będzie znów stać w korkach czy słuchać cienkich dowcipów
szefa. Biorąc kilka razy w roku po pięć dni wolnego, unikniemy tego, co
Humbelina Robles Ortega, hiszpańska psycholożka, nazywa syndromem powakacyjnym.
Z jej badań wynika, że aż 35 proc. jej rodaków po wakacjach
ma kłopoty z koncentracją, snem, odczuwa bóle mięśni i nagłe uderzenia serca.
To powrót do rutyny wywołuje objawy, które sprawiają, że czują się oni gorzej
niż przed wakacjami. Uniknąć tego można także, planując urlop tak, aby po
powrocie znad morza czy gór mieć jeszcze wolny dzień czy dwa i poświęcić je na
coś miłego, na przykład na spotkanie ze znajomymi, wręczenie im upominków z
wakacji, opowiedzenie kilku anegdot czy pokazanie zdjęć.
Ale czy wakacyjne wspomnienia nie sprawią, że codzienne życie wyda się
jeszcze bardziej beznadziejne?
To zależy, jak i gdzie będziemy wspominać. Nie kładźmy zdjęć z wakacji na
biurku, obok sterty materiałów do opracowania. Nie róbmy z nich wygaszacza
ekranu komputera w pracy, bo wtedy grecka plaża szybko przestanie przypominać
nam o radości pływania, a zacznie się kojarzyć z zaległościami w biurze.
Lepiej sięgać po zdjęcia w domu, w wolnym czasie. Dobre wspomnienia z wakacji
pomogą nam też przywołać zapachy, smaki czy dźwięki. Pamiętasz płytę puszczaną
przez właściciela baru, w którym jedliście kolację? Poszukaj jej w empiku i
słuchaj wieczorem. Na Korfu zajadaliście się musaką? Raz w tygodniu wybierzcie
się do greckiej restauracji. W sopockim hotelu pachniało rumiankiem? Kup
rumiankowe świece zapachowe i postaw w łazience. Wakacje pamiętają także nasze
mięśnie, stawy. Jeśli wypoczywaliśmy, pływając, jeżdżąc na rowerze, po powrocie
powinniśmy znaleźć czas na aktywność.
To utrwali wakacyjne skojarzenie: ruch - relaks -poczucie szczęścia. Nie trzeba
co rano pędzić na basen. Wystarczy kilka minut poćwiczyć. Jeśli macham rękami
tak jak wtedy, gdy pływałem kraulem, to przypominam ciału dobre emocje, które
przeżyłem na chorwackim wybrzeżu. Zasada skojarzeń działa też przy innych
zajęciach, na przykład wspólnych śniadaniach z rodziną. Po powrocie warto więc
kontynuować te, które kojarzą się z relaksem. Powakacyjne rytuały utrwalą dobre
samopoczucie i dodadzą energii.
A seks? Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że
chętnie i często kochamy się w sezonie urlopowym, ale jesienią nasza namiętność
gaśnie.
Warto mieć w zasięgu ręki rzeczy, które kojarzą się nam z wakacjami i seksem,
na przykład biustonosz kupiony w kurorcie, roznegliżowane zdjęcia z hotelowego
łóżka. To dobry wstęp do gier erotycznych, kiedy wrócimy do domu. Na przykład
SMS w porze lunchu: "Mam na sobie bieliznę, którą tak szybko zdejmowałeś
ze mnie na plaży" pobudzi i pamięć, i ciało partnera.
A oglądanie we dwoje swoich nagich zdjęć nie tylko podnieci. Stanie się
wspólnym sekretem, wzmocni poczucie intymności i chęć, by być blisko. Warto też
zmienić coś w sypialni: powiesić zasłony w słoneczniki, podobne do tych, na
które patrzyliśmy, leżąc przytuleni w pensjonacie nad morzem. Albo nawet
przestawić łóżko, pomalować ściany na ciepły kolor. Co to da? Nie wpadniemy tak
łatwo w rutynę: cmok na dobranoc i zaśnięcie po dwóch stronach łóżka.
Zasypiamy więc szczęśliwi i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie szef, który
mówi: "Po urlopie masz dużo siły, więc zajmiesz się jeszcze jednym
zleceniem".
Jeśli zgodzę się z tym, że skoro odpocząłem, to mogę pracować za dwóch, po
kilku dniach będę tak samo wykończony jak przed urlopem. Jeśli tego nie chcemy,
musimy przestrzegać stałego rytmu: praca - wypoczynek. Po 45 minutach przy
komputerze róbmy 15-minutowe przerwy na coś miłego: popatrzmy przez okno,
pogadajmy przez telefon z przyjacielem. Po przyjściu do domu weźmy szybki
prysznic, który zmyje z nas stresy.
A potem zajmijmy się tym, co nas zrelaksuje: czytaniem dziecku bajki. Jeśli
chcemy dociągnąć do następnych wakacji w niezłej formie, ustalmy nowy rytm
życia, którego ważnym elementem będzie robienie tego, co pozwala odpocząć i
sprawia przyjemność. Weekendy traktujmy jak dwudniowe wakacje. A to znaczy, że
podczas nich robimy to, co daje radość: uczymy się tańczyć salsę, pielęgnujemy
kwiaty itp.
Moja znajoma po powrocie z Dominikany złożyła wymówienie
w kancelarii prawniczej i zerwała z partnerem, który nakłaniał ją, by pozostała
w tej prestiżowej firmie. Jej rodzina uważa, że powinna zgłosić się do
psychiatry.
Być może, rzucając pracę, która zajmowała jej 16 godzin na dobę, i mężczyznę,
który jej nie rozumiał, właśnie zaczęła odzyskiwać zdrowe zmysły. Jako
psychoterapeuta współpracuję ze spa Malinowy Zdrój. Przyjeżdżają tam ludzie
podobni do twojej znajomej: mają prestiż, pieniądze. Własny wypoczynek traktują
tak samo jak oddanie samochodu do serwisu. Oczekują, że po siedmiu dniach
"przeglądu" i "ustawiania" ich ciało i umysł będą chodzić
jak nowe. Przeżywają szok, gdy ich pytam: "Po co pracujesz?". Nigdy
się nad tym nie zastanawiali. Wielu z nich żyje w niewidzialnej pułapce:
"Im więcej zarabiam, tym mam mniej czasu na życie". Ci, co o tym
pomyślą, mają szansę zmienić swój stosunek do wolnego czasu. Wrócić z
postanowieniem: "Tak dalej być nie może. Chcę mieć czas na spacer po targu
warzywnym, kawę z siostrą".
Czasem powakacyjne zmiany wprowadza dziecko i bez pytania wychodzi z domu,
mówiąc: "Babcia mi pozwalała".
Oderwanie się od rodziców to ważny moment rozwojowy w życiu kilku-,
kilkunastolatka. Dzięki niemu dziecko staje się samodzielne, uczy się
rozwiązywać konflikty z rówieśnikami, radzić sobie z frustracją. Na koloniach
nikt nie mówił: "W zielonej bluzce będzie ci za zimno, załóż
niebieską", więc po powrocie dziecko też chce decydować, co na siebie
włoży.
Rodzice powinni się zastanowić, które z nowych pomysłów warto rozwijać, a
którym powiedzieć "nie". Na pewno lepiej, by mama przestała kazać, a
zaczęła radzić: "Jeśli będzie ci zimno, załóż sweterek" - bo w ten
sposób wzmacnia w dziecku umiejętność samodzielnej oceny sytuacji i radzenia
sobie. Warto też wyjaśnić mu, dlaczego pewne sprawy się zmieniły: "Babcia
pozwalała ci codziennie na lody, bo było cieplej. Ja nie pozwalam, bo jest już
za chłodno". Tak stawiamy w racjonalny sposób granice, dziecko dowiaduje
się, co mu wolno, a nie czuje się zlekceważone.

Kłopot mogą mieć też rodzice nastolatka, który przeżył
swoją pierwszą miłość. Koniec wakacji, a więc rozstanie z nią, to dla niego
dramat.
W październiku u mnie w gabinecie zawsze pojawiają się młodzi ludzie ze
złamanym sercem: "Mówił, że kocha, a teraz się nie odzywa",
"Rodzice zabraniają nam się spotykać". Dla dorosłych brzmi to
śmiesznie. Ale nie dla młodych, gdy ich zakochanie zamienia się w
rozczarowanie, smutek, depresję, a nawet myśli samobójcze.
Dlatego trzeba obserwować dzieci. To nie znaczy: sprawdzać e-maile itp. Ale
znaleźć czas na rozmowę, opowiedzieć o swoich pierwszych wakacjach, pierwszym
zakochaniu. Jest wtedy szansa, że syn lub córka też zaczną mówić. Jeśli okaże
się, że to nieszczęśliwa miłość, warto opowiedzieć, jak w młodości sami
kochaliśmy się bez wzajemności. Dodać, że miłości trzeba się nauczyć - tak jak
prowadzenia auta. Dlatego na początku częste są pomyłki i frustracja.
Dzięki takim rozmowom pomożemy dziecku przeżyć pierwsze rozczarowanie, ale też
wzmocnimy więź między nami. I jego powrót z wakacji będzie pozytywnym
doświadczeniem dla całej rodziny.
To jest artykuł, który ukazał się w The Times Polska Magazyn Rodzinny. Możesz go przeczytać także tutaj :
http://www.polskatimes.pl/magazynrodzinny/38845,nowe-zycie-po-urlopie,id,t.html