Upokarzanie na ekarnie
Niebezpieczeństwa występowania dzieci w telewizji
Kozetka przed kamera
Moja wizyta w pokoju zwierzeń
Po show jest czas na realityNa propozycję udziału w pierwszej polskiej edycji programu Big Brother odpowiedziało ponad 100 tys. osób. Gdyby do tej liczby dodać tych, którzy startowali w rekrutacji do innych programów telewizyjnych, to mogłoby się okazać, że co roku blisko pół miliona Polaków ( a może więcej) próbuje zrobić karierę w TVTo powód, dla którego zdecydowałem się podzielić swoją wiedzą psychologiczną i doświadczeniem w pracy przy produkcji programów telewizyjnych typu reality show. Mam nadzieję, że moje przemyślenia dotyczące psychologicznych aspektów tego typu programów, spisane w formie rozmowy z Wielkim Bratem pozwolą, chętnym do zrobienia kariery w show biznesie, na podjęcie bardziej świadomej decyzji o wystąpieniu przed wielomilionową publicznością, a organizatorom telewizyjnych widowisk z udziałem nieprofesjonalistów na wykorzystanie wiedzy psychologicznej do stworzenia systemu zabezpieczeń przed ewentualnymi negatywnymi następstwami stresu, jaki pojawia się w trakcie nagrań i wówczas, kiedy uczestnik doświadcza sytuacji związanych z funkcjonowaniem w roli osoby popularnej.

Wielki Brat: Dlaczego zdecydowałeś się na pracę u Wielkiego Brata?
Krzysztof Korona: Jest kilka powodów. Podobnie jak lekarz, prawnik, hydraulik ja również jestem sprzedawcą swoich usług.
Ukończyłem studia psychologiczne i wiele innych szkoleń z zakresu umiejętności psychologicznych, nie tylko dlatego, że interesuje mnie praca z drugim człowiekiem szukającym pomocy w rozwiązywaniu swoich emocjonalnych problemów, ale także dlatego, że postanowiłem w ten sposób zarabiać na życie. Stąd bierze się szacunek dla człowieka (także instytucji), która oferuje mi prace i dla pieniędzy, które w ten sposób zarabiam.
W.B.: Jesteś materialistą?
K.K.: Ktoś, kto korzysta z pomocy psychologa (psychoterapeuty), który za swoją pracę nie oczekuje żadnego wynagrodzenia powinien sobie zadać pytanie: jakimi ukrytymi motywami kieruje się poświęcający swój prywatny czas i pieniądze specjalista? Kto w takiej sytuacji, komu i w czym pomaga?
W.B.: Hm...?
K.K.: Charytatywnie pracujący hydraulik, lekarz czy nawet prawnik raczej rzadko jest podejrzewany o „emocjonalne wykorzystywanie” tego, komu udziela pomocy. Jeżeli hydraulikowi sprawia przyjemność bezpłatna praca, to nie wpływa to w znaczący sposób na stan zdrowia psychicznego, proszącego o pomoc lub jego rodziny. Chociaż... znam sytuację, w której wymiana uszczelki w mieszkaniu samotnej mężatki, zakończyła się dla niej rozwodem, a dla żony hydraulika... próbą samobójczą.
Psycholog, jeżeli chce skutecznie rozwiązywać cudze problemy życiowe lub usuwać objawy zaburzeń emocjonalnych u osoby, z którą się spotyka musi zainwestować w dwa narzędzia, które są niezbędne w jego pracy:
•Wiedzę teoretyczną, którą zdobywa na studiach,
•Wiedzę praktyczną, czyli umiejętności psychologiczne.
To dzięki wiedzy i posiadanym umiejętnościom nie myli mu się funkcjonowanie w roli psychoterapeuty, kiedy spotyka się z pacjentem i w roli małżonka, kiedy po pracy wraca do domu.
Jeżeli jeden lub drugi instrument nie jest odpowiednio ukształtowany lub jest źle użyty, to w konsekwencji może się zdarzyć, że psycholog wobec pacjenta zachowuje się np. jak rodzic wobec własnego dziecka, a własne dziecko traktuje jak pacjenta.
Źle ukształtowane narzędzie jedno lub drugie może stać się przyczyną także innych problemów. Psycholog przeświadczony o słuszności prywatnych poglądów dotyczących np. polityki, religii, wartości moralnych, które w jego przekonaniu są niezbędnym warunkiem zdrowia psychicznego ( bo sam uważa się za zdrowego) pisze np. książkę pt.: „Osobowość socjalistyczna”, w której przekonuje czytelnika, że tylko życie w takim ustroju gwarantuje, że się nie zwariuje lub podręcznik psychiatrii, w którym za objaw schizofrenii uważa deklarację pacjenta: "Ja nie lubliu Władimira Ilicza Lenina".
W.B.: A ty... liubisz?
K.K.: Jest spora grupa psychologów, którzy przed rozpoczęciem pracy ze swoim pacjentem albo... klientem ( jeżeli proszący o pomoc nie jest zaburzony psychicznie albo za takiego się nie uważa) poddają się wywiadowi przeprowadzanemu przez tego, kto zamierza skorzystać z ich usług. Odpowiadają więc na pytania: Czy mają dzieci, żonę? Czy są katolikami i jakie mają poglądy polityczne i preferencje seksualne?
Ja zanim zacznę ujawniać fakty z mojego życia prywatnego najpierw zadaję sobie pytanie: Czy podzielenie się moją prywatnością z tym, komu mam pomagać lub z kim rozmawiam raczej pomoże mu w rozwiązywaniu jego problemów czy też odwrotnie – zaszkodzi. Jest oczywiście wiele osób, którzy znają mnie i moją rodzinę.
Podczas naszej rozmowy Wielki Bracie nie widzę potrzeby zwierzania ci się z mojego emocjonalnego stosunku do Władimira. Rozmawiasz ze mną nie dlatego, że nazywam się Korona i szukasz sposobu jak się ze mną zaprzyjaźnić, ale dlatego, że jestem psychologiem, który u ciebie pracował.
W.B.: A jeśli psycholog nie stawia takich granic?
K.K.: Zastanawiam się jak ocenić wypowiedź zaproszonego do udziału w jakimś programie telewizyjnym księdza, który rozpoczyna swoją publiczną wypowiedź od stwierdzenia „moim prywatnym zdaniem...” Obawiam się, że zarówno ksiądz, lekarz, psycholog i wielu innych zapraszanych przez dziennikarzy ekspertów nie będzie przez telewidzów, czytelników czy radiosłuchaczy odbieranych jako „osoby prywatne”. Ich wypowiedzi będą głosem specjalisty, a nie prywatnym poglądem pana doktora.
Konsekwencją braku umiejętności stawiania granicy pomiędzy życiem zawodowym psychologa, a jego własnym doświadczeniem życiowym lub przemawianie w imieniu grupy fachowców jest np. formułowanie takich tez:
"To boli, kiedy obserwujemy sytuacje, w których ktoś bliski wygłupia się czy zachowuje się niestosownie, bo tak naprawdę, za osoby bliskie uważamy się odpowiedzialni. W audycjach tego typu ( to o tobie Wielki Bracie) dodatkowo czujemy się zdenerwowani tym, że osoba bliska jest krzywdzona przez innych uczestników programu w trakcie nominacji, a następnie przez telewidzów podczas głosowania. Ten sposób wciągania w program rodziny i znajomych uważamy za niebezpieczny.”( Wypowiedź psychologa -Tygodnik Solidarność).
Znam parę osób, którzy widząc wygłupy i niestosowne zachowania (?) swoich bliskich całkiem nieźle sami się przy tym bawili i takich którzy się denerwowali. Twierdzenie jednak, że denerwowanie się jest niebezpieczne, a chichranie z takich sytuacji niestosowne budzi moje wątpliwości.
W.B.: Wróćmy do pieniędzy.
K.K.: Narzędzia potrzebne psychologowi do pracy mają swoją określoną cenę. Jeżeli policzymy koszty ukończenia studiów, kursów np. z zakresu psychoterapii, to być może za te pieniądze można by było kupić np. dobry samochód i kto wie czy nie mieszkanie.
Jeżeli psycholog dokonał takiej inwestycji finansowej i nie oczekuje dochodów, jest pewne prawdopodobieństwo, że w darmowym oferowaniu usług może mieć jakieś ukryte cele, bo:
- sam jest na tyle zaburzony, że nie jest zdolny do stworzenia satysfakcjonujących go więzi emocjonalnych lub seksualnych z innymi, dlatego wykorzystuje fakt, że inni przychodzą do niego i w ten „chory sposób” zaspakaja swoje potrzeby. (W takiej sytuacji, to raczej on powinien płacić temu, komu świadczy „darmową psychologiczną pomoc”, a nie oczekiwać za swoją pracę wynagrodzenia), albo
- wypełnia jakąś misję posłannictwa np. religijnego i w „nawracaniu” innych lub ich leczeniu oczekuje „wynagrodzenia” np. po śmierci, albo
- posiada na tyle zasobów finansowych, że nie musi się martwić jak przeżyć do końca miesiąca.
Jest oczywiście wielu psychologów, którzy skutecznie potrafią pomagać innym, mimo że nie czerpią ze swojej pracy korzyści materialnych lub zarabiają bardzo niewiele. Takich psychologów, którzy zdecydowali się odrzucić wartości materialne i zająć się pracą charytatywną znajdziemy w wielu instytucjach, nie tylko tych związanych z kościołami.
Ja należę do tej grupy psychologów, którzy nie odrzucają wartości pieniądza i podają cenę swoich usług.
Jeżeli jest ktoś, kto za usługi psychologiczne chce płacić adekwatnie do posiadanych kompetencji psychologa i stawia przed nim konkretne wymagania, to jest on bardziej atrakcyjnym „chlebodawcą” od tego, który nie jest zainteresowany rozwojem zawodowym i finansowym swojego pracownika.
To pierwszy powód podjęcia przeze mnie decyzji o rezygnacji z mojego dotychczasowego pracodawcy Zespołu Opieki Zdrowotnej, u którego pracowałem przez ponad 20 lat i zainwestowaniu we własną firmę (Prywatny Gabinet Psychologiczny), która przyjmuje zlecenia i od indywidualnych osób szukających pomocy w związku ze swoimi problemami życiowymi lub zdrowiem i od firm zajmujących się np. produkcją telewizyjnych programów.
Stworzony przez ciebie program Wielki Bracie sprowokował wielu psychologów do publicznej dyskusji na temat etyki i moralności psychologa i pokazał, jak płynne są granice, które psychologowie stawiają sobie w prawie do ingerowania w życie innych ludzi. Wiele razy podczas spotkań z dziennikarzami, konferencji naukowych organizowanych na twój temat stawiano mi zarzut, że mnie kupiłeś. Postanowiłem szeroko wyjaśnić ci mój pogląd na tę kwestię. Do problemów etycznych psychologa proponuje wrócić później.
W.B.: A inne powody?
K.K.: Nie ulega wątpliwości, że producenci alkoholu przyczyniają się do wielu ludzkich dramatów. Nie należę jednak do psychologów, którzy angażują się w zwalczanie gorzelni, mimo że od wielu lat zajmuję się również leczeniem alkoholików. Ci, którzy uważają, że spirytus jest tylko trucizną popełniają taki sam błąd jak ci, którzy twierdzą, że jest tylko lekiem.
Od programów typu reality show nie ma w Polsce odwrotu. Olbrzymia oglądalność, a co za tym idzie ogromne pieniądze zachęcają i zachęcać będą producentów do coraz to nowszych pomysłów na żywą telewizję.
Stałeś się Wielki Bracie zjawiskiem, którego psycholog nie może nie zauważać lub widząc, gniewać się i protestować, że istnieje.
Z pozycji pogniewanego psychologa nie można pomóc ani tym, którzy chcą wziąć udział w tego typu produkcjach telewizyjnych ani tym, którzy chcą te programy realizować.
Zbuntowany, protestujący psycholog przypomina maszynistę pociągu, który odmówił pracy, bo dowiedział się, że pociąg pojedzie nie do tej stacji, na którą on chciałby ich dowieźć.
Konsekwencje pozostawienia samym sobie pasażerów, o których wiadomo, że nie opuszczą pociągu i będą chcieli jechać dalej, mimo że żaden z nich ani nie potrafi obsługiwać maszyny, ani do końca nie jest w stanie przewidzieć, co się w trakcie podróży może wydarzyć z mojego punktu widzenia byłyby znacznie bardziej groźne w skutkach, niż podjęcie decyzji o tym, aby odbyć tę podróż wspólnie.
Samo podjęcie decyzji o udzielaniu pomocy tym, którzy zdecydowali się zmierzyć ze stresem związanym z uczestniczeniem w programie telewizyjnym to jeszcze nie wszystko.
Praca psychologa przy reality show wymaga posiadania odpowiednich kwalifikacji zawodowych. Nie ma niestety w Polsce możliwości kształcenia się w kierunku psychologii telewizyjnej. Nikt nie zajmował się nigdy badaniem psychologicznych aspektów udziału w programie telewizyjnym osób, które nie są przygotowane od strony zawodowej do publicznych występów. Psycholog ma oczywiście prawo wyboru, z jakim rodzajem problemów będzie pracował.
Są psychologowie, którzy zajmują się wyłącznie edukacją psychologiczną i nie podejmują się pracy z osobami zaburzonymi psychicznie, tacy, którzy zajmują się wyłącznie pracą badawczą i tacy, którzy pracują jako szkoleniowcy w firmach. Każdy uczciwy psycholog określa swój obszar zainteresowań zawodowych i posiadanych kompetencji. Podejmując decyzję o dołączeniu do zespołu medycznego lekarzy i pielęgniarek zajmujących się udzielaniem pomocy uczestnikom twojej gry postanowiłem posiadaną wiedzę i doświadczenia zawodowe wykorzystać do pracy z zupełnie nowymi problemami, jakie pojawiają się w sytuacji, kiedy ktoś decyduje się odsłonić przed wielomilionową publicznością cześć swojej prywatności.
Jest wielu lekarzy i psychologów, którzy buntują się przeciwko organizowaniu zawodów bokserskich. Jest grupa tych, którzy zdecydowali się chronić zdrowie zawodników uczestniczących w walkach. Sama obecność ekipy medycznej, w której bardzo często jest również psycholog, podczas zawodów sportowych nie gwarantuje ani z zawodnikowi ani organizatorom zawodów, że nic się złego nikomu nie stanie.
Wypadek i paraliż narciarza, Silvano Beltramettiego podczas zjazdu w Val d'Isere, który z prędkością 120 km/h przebił nartami siatkę ochronną i uderzył w skały spowodował, że teraz spędza resztę życia na wózku inwalidzkim. To jeden z takich przykładów. Zapytany wtedy o komentarz dyrektor ds. bezpieczeństwa Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) Guenter Hujara stwierdził: "Nie ma czegoś takiego, jak całkowite bezpieczeństwo w naszym sporcie. Wypadki były, są i będą. Czasem nawet śmiertelne. Ludzkość wymyśliła już wszystko, co było do wymyślenia w kwestii bezpieczeństwa. Pozostaje nam liczyć na to, że toczący się po śniegu jak kula narciarz będzie miał szczęście i wyjdzie cało z wypadku”.
Mając do wyboru zaangażowanie się w pomoc tym, którzy zdecydowali się podjąć ryzyko związane z zamknięciem się na 100 dni w twoim domu i zmierzyć się ze stresem, albo przyłączyć się do grupy protestujących przeciwko grze, jaką wymyśliłeś, postanowiłem stanąć po stronie ochotników, którzy postanowili stawić czoła twojemu wyzwaniu. To drugi powód, dla którego zdecydowałem się dla ciebie pracować.
W.B.: Złamałeś zasady etyki zawodowej psychologa?
K.K.: Tak wypowiadało się publicznie wielu psychologów. Pojawiały się np. głosy: "Osobiście uważam, że udział w tym programie jest wyjściem poza role psychologa, ponieważ w statusie PTP i Kodeksie etycznym napisane jest, że psycholog ma nie szkodzić ludziom i wspomagać rozwój człowieka. Tymczasem w BB staje po stronie producenta, który chce zrobić program z minimalną ilością problemów. Dlatego nie przekonują mnie tłumaczenia, że psycholodzy w tym programie występują po stronie ludzi. Przecież osobom, które zostały odrzucone we wstępnych kwalifikacjach ze względu na swoje zaburzenia nikt nie pomógł. To jest odejście od roli psychologa. I to wymaga dyskusji środowiskowej, do której się właśnie przygotowujemy."
(Wypowiedź przewodniczącej PTP Tygodnik Solidarność).
„Udział psychologów w tego rodzaju eksperymencie to nieuczciwość i hipokryzja.”(Więź)
Poszukując odpowiedzi na pytanie o etykę i moralność psychologa nie sposób się odnieść do wszystkich protestów.
Najważniejszym jest stanowisko Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, które wysłało oficjalne pismo do telewizji, w którym stwierdziło, że uczestnictwo w twojej Wielki Bracie grze może stanowić zagrożenie dla zdrowia psychicznego osób biorących udział w programie jak i ich najbliższego społecznego otoczenia, zarówno w perspektywie skutków natychmiastowych jak i oddalonych w czasie.
Nie kwestionuję treści zawartej w piśmie PTP. Dla przeciętnego czytelnika gazet wydaje się przekonująco brzmieć inna publiczna wypowiedź przewodniczącej ZG PTP zamieszczona w Tygodniku Solidarność.
Lepiej jest ostrzegać przed niebezpieczeństwami nawet, jeżeli potem nic złego się nie stanie niż zachowywać milczenie.
O ile nie można dyskutować z sensownie brzmiąca przestrogą, że skok ze skoczni narciarskiej grozi połamaniem nóg, to przestroga o tym, że wskazanej przez PTP grupie osób, pokazywanym w telewizji może prędzej lub później grozić choroba psychiczna, nabiera zupełnie innego znaczenia.
W.B.: Co masz na myśli?
K.K.: Udział w jakimkolwiek programie telewizyjnym nie tylko w twojej grze może wpływać na stan emocji osób biorących w niej udział, a także oglądających program telewidzów. Angażuje również emocje rodzin, przyjaciół, którzy oglądają montowane odcinki. Czy jednak te wyzwalane emocje mogą tylko w konsekwencji doprowadzić do pojawienia się objawów choroby psychicznej? Czy mieszkaniec twojego domu i jego najbliższe otoczenie nie mógł odnieść żadnych emocjonalnych korzyści z faktu zmierzenia się ze stresem? Co to jest zdrowie psychiczne? Jaka jest jego definicja?
Na funkcjonowanie psychiczne każdego z nas ma wpływ wiele różnych czynników w tym również zmiany, jakie mogą następować w centralnym układzie nerwowym wywołane np. gorączką, zmianami hormonalnymi uszkodzeniami kory mózgowej itp. Autorytatywne twierdzenie, że zaburzenia psychiczne, które pojawią się nagle lub w pewnym odległym czasie będą powiązane ze stresem, jaki mieszkaniec przeżył w trakcie udziału w programie budzi wiele wątpliwości.
Każdy psycholog powinien dysponować wiedzą, która pozwala mu na rozumienie jak istotnym narzędziem w jego pracy jest słowo, którym się posługuje. Nieprofesjonalne użycie przez chirurga skalpela może w konsekwencji doprowadzić do śmierci operowanego człowieka. Brak odpowiedzialności za używanie słów, które w ustach psychologa są narzędziem pracy może być równie groźne. Tak samo w sytuacji, kiedy psycholog kieruje słowa do pojedynczego człowieka, jak i do jakieś grupy osób.
Jeżeli w imieniu specjalistów zrzeszonych w organizacji pretendującej do roli reprezentowania psychologów w Polsce wypowiada się zarząd tego stowarzyszenia w taki sposób, że wskazuje na twoich mieszkańców i ich rodziny publicznie mówiąc, że są to ludzie, u których mogą się rozwinąć objawy zaburzeń psychicznych(!!!), to z mojego punktu widzenia jest to pogwałcenie podstawowej zasady etyki zawodu psychologa, która nakazuje mu być odpowiedzialnym za używanie narzędzia psychologicznego takiego, jakim jest pisane lub wypowiadane słowo.
Nie potrzeba kończyć studiów psychologicznych, by zdawać sobie sprawę z różnicy komunikatu „może złamać sobie nogę” i „może być chory psychicznie, jeżeli nie teraz, to w najbliższym czasie”. Człowiek z nogą w gipsie, a nawet na wózku inwalidzkim nie wzbudza u innych lęku. Jest przez społeczeństwo bardziej akceptowany od chorego psychicznie bez względu na to, jak się choroba psychiczna objawia. Psychologowie, którzy pod sztandarem troszczenia się o zdrowie psychiczne społeczeństwa wybierają twoich mieszkańców, by na ich przykładzie udowadniać tezę, że ten, kto weźmie udział w programie Wielki Brat może stać się „nienormalny”, powinni zrewidować swoją wiedzę psychologiczną i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy powinni dalej pracować w tym zawodzie, czy też zmienić go na np. zawód dziennikarza.
Inaczej odbierane jest słowo „głupi” lub „mądry”, „ nienormalny” czy „normalny” napisane przez dziennikarza, a inaczej przez specjalistę od diagnozy psychiki człowieka.
Każdy psycholog, który posiada chociażby podstawowe doświadczenie w pracy, niekoniecznie z człowiekiem chorującym psychicznie, powinien mieć świadomość jak istotną rolą w udzielaniu mu pomocy jest branie pod uwagę faktu, że przychodzący z prośbą o pomoc jest członkiem jakiejś grupy ludzi ( rodziny, środowiska pracy, społeczeństwa, przyjaciół itp.), w której sobie przestał radzić.
Przypięcie etykiety mieszkańcom twojego domu ostemplowanej pieczęcią naukowego stowarzyszenia „niepewny psychicznie” i oddelegowanie go z powrotem do jego środowiska, stawia znaki zapytania w kontekście nie tylko etyki zawodu psychologa, ale także w kontekście prawnym związanym z naruszeniem dóbr osobistych. Autorzy listu PTP doskonale przecież zdawali sobie sprawę z tego, że zawarte w nim przestrogi nie są kierowane do grupy anonimowych ludzi.
Inna publiczna wypowiedź przewodniczącej PTP krytykującej zaangażowanie się psychologów w pomoc przy produkcji twojego programu jest nie tylko przestrogą o grożących zaburzeniach, ale rozpoznaniem na podstawie telewizyjnego montażu sygnałów złej kondycji psychicznej u jednej z uczestniczek twojej gry:
„Na podstawie ostatnich wydarzeń w Big Brotherze widać, że wytypowana do odejścia kobieta autentycznie cierpiała.”
(Gazeta Wyborcza 30 marca 2001)
Spędziłem wiele godzin na rozmowach z uczestnikami twojego programu i ich rodzinami, aby zmniejszyć u nich lęk wywołany oczekiwaniem na zapowiedziane przez ekspertów objawy mających się pojawić zaburzeń psychicznych. Dla wielu mieszkańców twojego domu był to znacznie silniejszy stres niż samo uczestnictwo w grze. Łatwiej poradzić sobie z niepokojem wywołanym zapowiedzią: uważaj, bo możesz złamać sobie nogę. Po udanym skoku strach o ewentualną kontuzję zmniejsza się lub ustępuje zupełnie.
Przestroga wywołująca stan podwyższonej kontroli zachowania u skoczka może pomagać mu w wykonaniu zadania. Wiedząc, co mu konkretnie grozi ( złamanie nogi można sobie wyobrazić) skoczek jest w stanie przygotować się na poradzenie sobie z zagrożeniem.( muszę uważać żeby za bardzo się nie rozpędzić, muszę miękko wylądować itp.).Chociaż z drugiej strony zdarzają się reakcje odwrotne. Im bardziej będziemy przechodzącego przez chybocącą się kładkę przestrzegać: „Uważaj, bo spadniesz” tym większe jest prawdopodobieństwo, że nadmierna kontrola doprowadzić może do popełnienia błędu i upadku. W przypadku zapowiedzi „uważaj, bo zachorujesz psychicznie” - podwyższeniem samokontroli steruje lęk. Lęk tym różni się od strachu, że oczekiwaniu na mające nastąpić zagrożenie nie towarzyszy konkretne działanie zapobiegające ewentualnej kontuzji. Za początki uszczerbku na zdrowiu psychicznym można uznać każdy stan emocjonalny. Dlatego też nie mogąc się przygotować się na uniknięcie urazu, który jest np. zapowiedziany w taki sposób:
„Decydując się na udział w programie, polegającym na zamknięciu, nieustannej obserwacji, rozłące z rodziną, całkowitym braku intymności- zawsze ryzykuje się zdrowiem. Osobie wrażliwej, ale też słabej psychicznie czy niedojrzałej grozi nie tylko załamanie nerwowe, ale nawet psychoza czy depresja.”
(„Przyjaciółka”, wypowiedź specjalistki z Laboratorium Psychoedukacji, nawiązująca do twojego mieszkańca wymienionego z imienia i nazwiska).
Można tylko się bać obserwować i… czekać na pierwsze sygnały choroby. Z podręczników psychologicznych poświęconych problematyce stresu wiadomo, że wysoki poziom lęku powoduje, że człowiek staje się podatny na spostrzeganie wielu niegroźnych sytuacji jako zagrażających, co powoduje u takich ludzi występowanie symptomów stresu i reakcji lękowych nieproporcjonalnie silnych w stosunku do rzeczywistego niebezpieczeństwa.
Tym sposobem drobne nieprawidłowości psychiczne występujące u każdego zdrowego człowieka ( np. kłopoty z zaśnięciem, rozkojarzenie, obniżenie nastroju itp.) urastają do rangi sygnału zapowiadającego „zwariowanie”. Skoncentrowanie uwagi na objawie nie sprzyja jego szybszemu ustąpieniu a odwrotnie – nasila go. Może więc dochodzić do sytuacji pojawienia się „błędnego koła”. Zauważenie objawu nasila lęk. Podwyższony lęk nasila objaw. Inny przykładem reakcji obronnej na sytuację oczekiwania na chorobę psychiczną może być mechanizm bagatelizowania lub zaprzeczenia objawom zaburzeń psychicznych, które się pojawiają. Konsekwencją takiej postawy jest unikanie kontaktu z lekarzem, mimo że pojawiają się poważne sygnały zwiastujące pojawienie się np. psychozy.
Można sobie wyobrazić jak na powracającego do najbliższego otoczenia (rodziny) mieszkańca, może oddziaływać niepokój rodziców, przyjaciół partnera małżeńskiego, którzy obserwują go bacznie czy zachowuje się normalnie.
Jak dużą trzeba posiadać odporność psychiczną, aby poradzić sobie z udzielaniem odpowiedzi na stawiane przez najbliższych pytania „Czy na pewno nic się złego z tobą nie dzieje?” lub stwierdzenia „Coś dzisiaj źle wyglądasz. Czy na pewno nie masz depresji?”.
Reasumując różnica pomiędzy przestrogą: „uważaj złamiesz sobie nogę” a przestrogą „złamiesz sobie psychikę” polega na tym, że w pierwszym przypadku nasilenie samokontroli może sprzyjać uniknięciu kontuzji, w drugim doprowadzić do jej pojawienia się.
W ślad za protestem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego poszło wielu moich kolegów. Pojawiły się nie tylko przestrogi przed psychozami reaktywnymi, depresjami, nerwicami samobójstwami itp. ale także stawianie diagnoz psychologicznych tym mieszkańcom, którzy byli widoczni w telewizyjnym okienku.
Najbardziej radykalną przemianę psychiczną u bohatera twojego programu zapowiedział jeden z najbardziej znanych w mediach autorytetów w zakresie psychoterapii stwierdzając: „Nagroda przypadnie najsprytniejszemu i najbardziej bezwzględnemu. Wygra ten, który pozwoli się Wielkiemu Bratu w pełni zdemoralizować.”
Mało kto rozumie, że ci, którzy odpadną wcześniej mają prawo się cieszyć bo zdołają, być może, uchronić choćby odrobinę swego serca, rozumu i poczucia godności. Mało kto dostrzeże, że prawdziwym zwycięzcą będzie ten, kto zbuntuje się przeciwko tej upokarzającej sytuacji i wyjdzie z domu Wielkiego Brata trzaskając drzwiami - tak jak to zrobił bohater filmu Petera Weira "Truman Show".
(Więź)
Nie wiem czy pan J. Dzięcioł, M. Wieczorek czy P. Borucki, którzy wygrali program są „moralnie uszkodzeni”. Nie wiem, co w ogóle oznacza słowo moralność w ustach psychologa, który zajmuje się pomaganiem ludziom. Czy psychoterapeuta pouczający swojego pacjenta o tym, co z jego punktu widzenia jest moralne a co nie to jeszcze psycholog czy już kaznodzieja?
Żaden szanujący się psycholog, który dba o swój wizerunek wśród pacjentów, a przy okazji własne interesy nie odpowie na stawiane przez dziennikarzy pytanie: „Co Pan sądzi o Pani X lub Panu Y, którego pokazują w telewizji?”
Po pierwsze dlatego, że na podstawie oglądania kogoś w zmontowanym dla potrzeb telewidzów programie nikt, nawet największy autorytet z tytułem profesora nie jest w stanie orzekać o jego stanie psychicznym. Do tego żeby podsądnego uznać za zdrowego lub chorego psychicznie zamyka się go w szpitalu psychiatrycznym i podaje kilkumiesięcznej obserwacji a nie obserwacji telewizyjnej z pobytu w twoim programie.
Po drugie nawet gdyby psycholog znał wszystkie wyniki badań testowych osoby, o której się publicznie wypowiada, znał motywy jej zachowania, to podzielenie się tą wiedzą publicznie jest jednoznaczne ze zrezygnowaniem z zarabiania pieniędzy na świadczeniu usług psychologicznych i skazanie iluś aktualnie przebywających u psychologa na psychoterapii pacjentów na ostry stres związany z lękiem czy ów psycholog za chwile nie będzie ujawniał w gazetach ich osobistych problemów chwaląc się przed dziennikarzem swoimi psychoterapeutycznymi osiągnięciami.
Ktoś, kto powierza psychologowi tajemnice swojego życia, otwiera się przed nim mówiąc o swoich najbardziej intymnych sprawach musi się czuć pewny ze psycholog zapytany przez dziennikarza: „Co pan sądzi o tym człowieku, który właśnie opuścił pana gabinet?” odpowie:
„Nic. To sprawa pomiędzy nim a mną”.
Żaden z mieszkańców twojego domu Wielki Bracie z faktu, że zdecydował się publicznie odsłonić siebie i mówić o swoich przeżyciach nie dał prawa specjalistom psychologom, psychiatrom do diagnozowania i publicznego interpretowania ich zachowań. Nie ma to znaczenia, że pani psycholog ładnie wypowiedziała się w gazecie, że pan X jest bardzo inteligentny i ma mocną osobowość. Być może pan X ma swoje osobiste powody do tego, aby w swojej rodzinie czy środowisku uchodzić za głupka i niedojdę, bo czerpie z tego jakieś emocjonalne lub... finansowe korzyści.
Wiele razy dziennikarze prosili mnie o udzielenie wywiadu na temat mieszkańców twojego domu. Jacy są? Co o nich sądzę? Jak się zachowują? Kto z nich korzysta z mojej pomocy w trakcie programu? Nigdy na takie pytania nie uzyskali odpowiedzi. Gdybym, chociaż raz złamał zasadę przestrzegania tajemnicy zawodowej i chronienia interesów tych, którzy zdecydowali się powierzyć mi swoje tajemnice musiałbym zrezygnować ze swojej pracy. Kto by chciał skorzystać z moich usług wiedząc, że być może jakiemuś dziennikarzowi sprzedam informację na jego temat?
Swoim pojawieniem się sprowokowałeś Wielki Bracie bardzo interesującą dyskusję nad etyką zawodową tych, którzy zajmują się psychiką człowieka. Wsłuchując się w głosy dyskutujących, jestem na etapie szukania odpowiedzi na pytanie: Jak pogodzić np. takie wypowiedzi na temat twojego mieszkańca: „Od samego początku programu widać było, że to człowiek o innej konstrukcji, niespecjalnie emocjonalnie odporny” („Trybuna” wypowiedź psychologa z tytułem profesora), „Gdy X został do nas przywieziony był bardzo pobudzony i agresywny” („Super Ekspres” - wypowiedź dyrektora szpitala psychiatrycznego), „Człowiek przebywający długi czas na ograniczonej przestrzeni i pozbawiony intymności, może tego psychicznie nie wytrzymać. Tak właśnie stało się z Y.” („Tina” - wypowiedź jednego ze znanych w mediach psychologów prowadzących prywatny gabinet psychoterapii), „Zdaniem eksperta (imię i nazwisko twojego mieszkańca) wymaga leczenia” („Życie - wypowiedź dyrektora szpitala psychiatrycznego), „Doświadczony psycholog kliniczny uważa ( nazwisko psychologa i psychoterapeuty z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie), że zwróciłby uwagę na niepokojące objawy zachowania ( tu wymienione jest nazwisko i imię twojego mieszkańca), takie jak nadmierna ekstrawagancja, czasem dziwaczne poglądy...(Tu ponownie wymienione jest nazwisko i imię twojego mieszkańca) w mojej opinii, swoim zachowaniem dawał sygnały dekompensacyjne (...)” („Polityka”), ze:
- stwierdzeniem zawartym w podręczniku „Psychiatrii dla studentów medycyny” autorstwa Adama Bilikiewicza i Włodzimierza Strzyżewskiego:
„Nigdy nie udzielamy w szpitalu informacji telefonicznych o pacjencie, nie potwierdzamy nawet samego faktu jego pobytu. Odmawiamy wydania odpisu karty informacyjnej nawet najbliższej rodzinie, jeżeli nie przedstawi ona zgody i upoważnienia samego pacjenta.
- ustawą o ochronie zdrowia psychicznego, z dnia 19 sierpnia 1994r., a w szczególności ze zdaniem:
„Zdrowie psychiczne jest fundamentalnym dobrem osobistym człowieka.”
- kodeksem etyczno - zawodowym psychologa, a w szczególności z punktami mówiącym o tym, że psychologa obowiązuje przestrzeganie tajemnicy zawodowej.
Jest wielu psychologów, którzy w „imię interesów osoby, którą się zajmują” lub interesów grupy (społeczeństwa) dają sobie prawo do decydowania o tym, jak ich podopieczni powinni żyć, jaki powinien być ich system wartości itp. Tacy specjaliści opisują swoją pracę nad psychiką podopiecznego, np. w taki sposób: „Kiedy przychodzi do gabinetu koś, kto jawnie działa na swoją szkodę, to rzecz jasna psycholog nie mówi „nie rób tego”- nie może tego powiedzieć, bo nie może w imieniu drugiego człowieka podejmować decyzji. Próbuje jednak tak pracować nad jego świadomością, wydobywać z niego takie ukryte możliwości i cechy, które pozwolą mu zobaczyć, co robi, że szkodzi sobie i innym”(Więź). Taka deklaracja swoich etycznych zasad postępowania psychoterapeutycznego oznacza, że człowiek, który przeszedł do psychologa z prośbą, aby ten pomógł mu przezwyciężyć lęk przed wchodzeniem do windy i tylko tyle od psychoterapeuty oczekuje i za to chce zapłacić będąc odpowiednio „naprowadzany i uświadamiany” przez „swojego guru” zdecydował się podjąć u niego leczenie uzależnienia od nałogu palenia - czego w planach nie miał.
Czy można nazwać etycznym postępowanie terapeuty, który nie mając zgody ze strony swojego pacjenta przeprowadza na jego psychice operację, podczas której pacjent zmienia swoje, wedle osądu specjalisty, złe nawyki? Jest wielu psychologów, którzy odpowiedzą – „Tak właśnie powinien funkcjonować psycholog, który kieruje się dobrem drugiego człowieka.”
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której idę do stomatologa uzgadniając z nim, że ma mi wyleczyć podczas pełnej narkozy jedynkę, ów mając na względzie moje dobro przy okazji usunął mi siódemkę.
Wśród psychologów są tacy, którzy twierdzą, że jeżeli pacjent pali, ale nie chce rozstawać się z nałogiem i oczekuje od psychologa wyłącznie tego, aby pomógł mu w usunięciu objawów nerwicy, to zajmuje się jego nerwicą i uznaje, że nie ma prawa „manipulować” jego psychiką w taki sposób, aby zdecydował się walczyć z nałogiem, mimo że dym nikotynowy szkodzi i jemu i jego bliskim.
Jeżeli psycholog uznaje, że nie jest możliwe udzielenie pomocy pacjentowi w rozwiązaniu zgłaszanych przez niego problemów bez rozstania się z alkoholem to albo rezygnuje z prowadzenia psychoterapii takiego pacjenta albo pacjent decyduje się na leczenie uzależnienia.
Każda z osób, które zgłosiły się do twojego programu w moim odczuciu miała prawo do decydowania o tym, co z jej punktu widzenia jest dobre a co złe. Miała prawo również decydować o podjęciu ryzyka bez względu na to czy to ryzyko związane jest ze złamaniem nóg czy też z wystąpieniem objawów zaburzeń psychicznych. Zasadą, jaką ja kierowałem się decydując się na udzielanie pomocy psychologicznej tym, którzy zdecydowali się zaryzykować sprawdzeniem się w twojej grze było przede wszystkim uszanowanie ich prawa do wyboru i udzielanie im wsparcia wtedy, kiedy byłem o to proszony. Każdy z twoich mieszkańców wiedział również, że będzie przez opiekujący się zespół medyczny, w skład którego wchodzili również lekarze i pielęgniarki, informowany o swoim stanie zdrowia.
Psycholog podobnie jak lekarz, który zabezpiecza zawody piłkarskie nie ma prawa do ingerowania w przebieg gry. Pojawia się wówczas, gdy proszony jest o udzielanie pomocy. Ma również obowiązek dostarczania informacji tym, którzy organizują turniej o stanie zdrowia poszczególnych zawodników, jeżeli zawodnicy wyrazili na to zgodę.