Miłosny savoir vivre w sieci potrzebny od zaraz


 

Michał Stangret

2010-03-15

Portale społecznościowe mogą zagrażać związkom, prowokować zdradę, prowadzić do rozstań i rozwodów - wasze listy potwierdzają wyniki badań seksuologów. Eksperci radzą parom: stwórzcie własny kodeks etyczny, który określi co wam wolno w sieci

 

Przesiadywanie na Facebooku albo Naszej Klasie, to jak wieczór w barze z nadzieją, że ktoś w końcu postawi nam drinka - taki wniosek można wyciągnąć z najnowszych badań prof. Zbigniewa Izdebskiego, które opublikowaliśmy w ubiegłym tygodniu. Niemal połowa z 10 tys. przebadanych użytkowników internetowych serwisów społecznościowych przyznała się do kontaktów seksualnych poza związkiem. Zdradę partnera ma na sumieniu 42 proc. kobiet i 48 proc. mężczyzn. Do tej pory w badaniach poza internetem do niewierności przyznawał się jedynie co czwarty Polak.

Wasze listy potwierdzają tę diagnozę. Oto wasze historie:

Mój facet na portalach udawał, że jest singlem

Jestem młodym, dobrze zarabiającym, pozytywnie pochodzącym do życia facetem, dzieckiem internetu. Mojego faceta poznałem dwa lata temu. Oczywiście przez internet. Zaczęło się od wymiany maili, potem rozmów na gadu-gadu i skype, w końcu spotkanie na żywo. Coś błysnęło, świsnęło i mogłem zmienić swój status na "w związku". Stwierdziłem zatem, że profil na portalu randkowym już mi nie jest potrzebny, więc go usunąłem. Mój partner tego nie zrobił - twierdził, ma przez niego kontakt ze starymi znajomymi.

Stwierdziłem: w porządku. Coś jednak nie dawało mi spokoju. Na profilu spędzał każdy wolny czas, od pobudki po późną noc. Po podchodach z założeniem fikcyjnego konta i próbą poderwania go i propozycją umówienia się w wiadomym celu, oczywiście się udało i niewierność została potwierdzona. Bronił się: "Tak, wiedziałem, że to Ty". Nie, nie wiedział.

Po wyrzutach z konta zniknęły zdjęcia, opisy, pomyślałem że to krok ku lepszemu. Ale po kilku miesiącach dzięki znajomym zobaczyłem odnowione konto mojego faceta. Wnioskując z zawartych tam informacji mój facet odmłodniał, wyszczuplał, nie palił, nie pił, był wolny, szukał przyjaźni, luźnej znajomości i seksu. Zaufanie się skończyło. Umawianie się z innymi facetami przeszło do porządku dziennego a raczej nocnego.

Internet ułatwia nam manipulowanie sobą i innymi. Ułatwia urozmaicanie życia. Niewierność w czasach internetu powinna być okrzyknięta chorobą cywilizacyjną. Dawniej żeby kogoś zdradzić, trzeba było nie lada się nagimnastykować, teraz nawet nie trzeba wychodzić z domu.

Granatowy Prawie Czarny

Przez Naszą-klasę straciłem dziewczynę

Jestem użytkownikiem portalu Nasza-klasa.pl. Często podglądałem profile dziewczyn, zawierałem wirtualne znajomości, nawet gdy poznałem swoją przyszłą dziewczynę i w trakcie związku z nią. Co prawda nigdy z żadną z tamtych dziewczyn nawet się nie spotkałem (choć z jedną miałem zamiar), ale gdy pewnego dnia moja dziewczyna dowiedziała się o moich "wybrykach" na Naszej-klasie, skasował mi konto i zerwała ze mną.

Wiele osób na Naszej-klasie ma fikcyjne konta albo świetnie wyretuszowane zdjęcia, które wpływają na wyobraźnię. Ja niestety mam ją bujną. Wielką głupotą było poznawanie innych dziewcząt i pisanie z nimi jednoznacznych korespondencji gdy byłem w związku. Nie wiem do końca, czy było to wynikiem nudy w pracy. Nie uważam tego za zdradę, jednak dla niektórych osób jest to wystarczający powód aby zdecydować o rozstaniu. Nie dziwię się im, bo związku drugiej osobie należy się szacunek, a w naszym zabrakło go dla Niej. Żałuję, bo straciłem wspaniałą dziewczynę, z którą mógłbym być szczęśliwy.

Tomek ze Szczecina

Jesteście razem? Musicie mieć kodeks - z dr Krzysztofem Koroną, seksuologiem, psychologiem, założycielem pierwszej w Polsce "Internetowej Poradni Korespondencyjnej" Psychonet.pl, rozmawia Michał Stangret

Nasz czytelnik będąc w związku zawierał wirtualne znajomości z dziewczynami na Naszej-klasie. Rzeczywista dziewczyna przez to z nim zerwała. Czy jego postępowanie to była zdrada?

- Bardzo trudno jest zdefiniować uniwersalny zbiór zachowań, które można by nazwać zdradą. Są kobiety, dla których zdradą będzie fakt, że partner koresponduje z innymi kobietami na portalu społecznościowym. Będą też takie, które same zaproszą do miłosnego trójkąta drugą kobietę, ale za niedopuszczalne uznają gdy partner pocałuje ją w usta. Podobnie względne pojęcie zdrady jest w przypadku różnych mężczyzn.

Ale mężowi ma chyba prawo włączyć się czerwone światełko, gdy odkryje, że jego żona zostawiła na Facebooku komentarz "ale cudne!" pod zdjęciem nagiego torsu kolegi z liceum?

- Zależy, jak mąż ten komunikat zinterpretuje. Te same słowa w internecie mogą nabierać innego znaczenia niż w realu. W realu mąż słysząc ton i widząc jej twarz mógłby uznać, że to tylko żart. Internet przekazuje krótkie, jednopłaszczyznowe znaczenie - przekaz staje się bardziej wieloznaczny. Dlatego w większym stopniu może pobudzać wyobraźnię niektórych np. do nadinterpretacji. Co do zachowań w realu utarły się bardziej uniwersalne normy co jest zdradą, a co nie.

Najważniejsze by w dzisiejszych schizofrenicznych czasach - gdy jesteśmy równie aktywni w realu co świecie wirtualnym - każda para stworzyła sobie własny, akceptowany przez obie strony, savoir-vivre. Partnerzy na początku związku powinni przedyskutować co im będzie wolno w sieci, a czego nie. Jeśli para chce uniknąć nieporozumień, taki indywidualny kodeks etyki wirtualnej jest wręcz niezbędny. Jego stworzenie świadczy o tym, że strony myślą o sobie poważnie i chcą by ich relacja przetrwa

Link do art :

 


doromi.net
Moje artykuły | Moje kwalifikacje | Moje porady | Telewizja | Kontakt
Wszystkie materiały zawarte na tej stronie chronione są ustawą o prawach autorskich.
Polecam strony: http://www.zwolinski.pl/ | www.profident.pl
admin