Menadżerskie wrzody żołądka


TVNmed

Wielki Brat

Prezentacje z mojego udziału w programach telewizyjnych i radiowych

Internetowa filmoterapia

Fabryka Gwiazd

Hunter: Jak powinienem się do Pana zwracać: psycholog, trener, doradca, seksuolog, psychoterapeuta...Tytułów jak widzęsporo?

 

Krzysztof Korona: Mówmy sobie po imieniu.

Tylko kiedy jestem na spotkaniu ze zleceniodawcą, proponuję żebyśmy byli per Pan nawet jeżeli pada propozycja przejście na ty.

 

szef

H.: To ma  jakieś znaczenie?

 

K.: Zasadnicze. Po imieniu jestem z bardzo wąskim gronem osób, z którymi  pracowałem. W trakcie realizacji programu, formuła zachowania odpowiedniego dystansu pozwala łatwiej osiągnąć cel jaki wspólnie z klientem wyznaczamy.

 

H.: Dla większości menadżerów celem jest zrobienie kasy.

 

K.: To prawda. Ale kasy nie da się zrobić jeżeli np. podczas najważniejszego momentu  negocjacji wysiadają menedżerskie zwieracze. Nawet tak kulturalny biznesmen jak Japończyk nie zechce wyczekiwać pod drzwiami z inicjałami Weenstona Churchila na uspokojenie przewodu pokarmowego zestresowanego partnera biznesu.

 

H.: Przepisujesz środki na uspokojenie?

 

K.: Nie jestem lekarzem. Po drugie chemiczny uspokajasz to rozwiązanie na krótką metę. Podczas ważnych spotkań nie chodzi tylko o to aby zachować czyste spodenki. Ważne jest również czyste jasne myślenie. Po proszkach to drugie najczęściej szwankuje. Rozsądny menadżer, jeżeli chce się utrzymać w biznesie i przy okazji utrzymać w całości swoją rodzinę musi zacząć inwestować we własną osobowość.

 

H.: Chyba że odziedziczył genetyczny kapitał?

 

K.: Nawet ci którzy mają predyspozycje  do bycia dyrektorem i to wcale nie wyłącznie ze względu na dziedzictwo biologiczne, prędzej czy później przechodzą przez etap zawodowego wypalenia. Znasz klasyczny eksperyment z małpą na stanowisku kierowniczym?

 

H.:...?


Dwa zwierzątka umieszczono w klatce z elektryczną podłogą i światełkiem. Była tam również zamontowana dźwignia. Tuż po zapaleniu światełka włączano prąd. Pierwsze zwierze, które nauczyło się na zapalone światełko reagować błyskawicznym naciśnięciem dźwigni odcinającej dopływ prądu nazwano dyrektorem.

Jak się okazało na wrzody żołądka zdychał nie podwładny a menadżer który czuł się odpowiedzialny i za to żeby kumplowi nic się nie stało i za własne bezpieczeństwo. Genetycznie wyposażenie w lepszą inteligencję na nic się zdało. O tym wiedziano już w 1958r.

 

H.: A zatem "odstresowujesz"  top menadżerów za "top pieniądze"?

 

K.:Rynek usług szkoleniowych jest w Polsce rynkiem na ,którym rzeczywiście całkiem nieźle się zarabia. Oferta cenowa rozpoczyna się średnio od około 1000zł od osoby uczestniczącej w zajęciach i praktycznie w górę jest nieokreślona. Szkolenia organizuje się w Egipcie, na Majorce. Najdroższe dochodzą nawet do 10000zł od osoby.

Trener to w Polsce zawód intratny. Cena godziny treningu organizowanego na zamówienie konkretnej firmy waha się od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złoty. Inna to już rzecz, że trenerem w Polsce może być równie dobrze facet, który ukończył szkołę średnią i który o  psychologii dowiedział się z rubryki kobiecego pisma. O ile rynek usług psychoterapeutycznych zaczyna być powoli porządkowany i ci, którzy zgłaszają się do prywatnych gabinetów oferujących leczenie psychoterapeutyczne zaczynają pytać o stosowne certyfikaty i licencje uprawniające do zajmowania się tego typu profesją, trenerzy działający w biznesie często sami sobie nadają tytuły. W efekcie po przejściu przez ich zajęcia menadżer wymaga czasami kilkumiesięcznego cerowania osobowości w gabinecie specjalisty. Dotyczy to szczególnie tych, którzy zdecydowali się na uczestniczenie w "grupowych spec-zajęciach". Tu, o tzw. dekompensację nerwicową albo psychotyczną jest najłatwiej.

 

H.: Świr?

 

K.: ...?

 

H.: To co powinien umieć trener, żeby nie przyczynić się do zawału menedżerskiego serca?

 

K.: To zależy od jakiej strony patrzy się na trenera. Jeżeli ma być to przede wszystkim ktoś, kto ma za zadanie nauczyć szefa określonych czynności np. jak szybko notować, to nie powinno się od niego wymagać np. umiejętności diagnozowania osobowości albo rozpoznawania zaburzeń nerwicowych. Nie musi się również znać na procesachemocjonalnych rządzących grupą.

Jeżeli jednak trener oferuje pracę nazwijmy to "bardziej głęboką", to bez posiadania wiedzy klinicznej, doświadczenia praktycznego z osobami mającymi różnego rodzaju problemy emocjonalne, przejścia np. własnej terapii treningowej, pracy pod superwizją, oferowanie usług w postaci zajęć treningowych przypomina grzebanie w brzuchu pacjenta nożem masarskim przez wysoko wykwalifikowanego rzeźnika w otoczeniu ładnie wyposażonej sali operacji chirurgicznych.

Są menadżerowie którzy się na to godzą. Jedni  dlatego, że nie wiedzą z kim mają do czynienia. Inni, bo nastała moda na szkolenia i sala wydaje im się przytulna.

 

H.: Z tym świrem chyba przesadzasz. W ostateczności facet, który zbudował firmę albo zajmuje w niej czołowe stanowisko nie pozwoli sobie coś pokopać we własnym EGO?

 

K.: Wiesz od czasu do czasu zapisuję się na różnego rodzaju szkolenia i treningi robione przez konkurencję. Ostatnio uczestniczyłem w zorganizowanym przez nawet ładnie nazywające się pewne stowarzyszenie psychologów... w tzw. Assessment Center. Metoda pochodzi z początku XX wieku i używana była początkowo do werbowania kadry oficerskiej i agentów służb specjalnych w Niemczech, Wielkiej Brytanii i USA. W latach 50tych - 60tych uzyskała popularność jako technika selekcji personelu w dużych przedsiębiorstwach w USA. W Polsce używa jej jakieś 4% przedsiębiorstw, głównie zagranicznych. Generalnie całość sprowadza się do wymyślenia przez trenerów określonych sytuacji zbliżonych do tych z jakimi w przyszłości będzie spotykał się ktoś kierowany na określone stanowisko, a następnie obserwowania jak radzi sobie uczestnik. Tu akurat chodziło o stanowisko dyrektora(!).

Trenerzy jako jedno z zadań wymyślili, że grupa (10) uczestników znalazła się w bunkrze. Na zewnątrz wybuchła bomba atomowa. Tylko sześciu ma szansę na przeżycie. Czterech ma opuścić bunkier.

 

H. Wybierali finansowego...?

 

 ... W grupie rozpoczyna się dyskusja co zrobić: kogo wyrzucić? (zabić?).Wyobraź sobie, że w czymś takim uczestniczy iluś facetów/ kobiet, którzy do tej pory całkiem nieźle sobie w życiu radzili. Kiedy już wiadomo kto kogo czym uśmierca, kto kogo gwałci (to dla przetrwania gatunku), kto zostaje wyznaczony na steki, po zakończonych zajęciach całkiem nieźle w życiu funkcjonujący menadżer szukający pracy w innej firmie - Jan Kowalski dowiaduje się na forum (wprost  lub nie wprost) od prowadzącego trening psychologa, że... z jego osobowością jest chyba cos nie tak skoro zdecydował się na zabicie koleżanki z grupy, poćwiartowanie i zrobienie  z jej pośladków dla wszystkich gulaszu. No, teoretycznie zabawa - wszystko gra, przecież to tylko trening - czy facet nadaje się na stanowisko szefa. Problem jednak w tym, że ci, którzy nigdy wcześniej nie uczestniczyli w treningach interpersonalnych, nie bardzo wiedzą co to psychodrama, co może a czego nie może zrobić prowadzący zajęcia itd., itd. słysząc uwagę z ust psychologa, ba dwuznaczny gest skierowany w ich stronę, wbrew pozorom nie przechodzą nad tym do porządku dziennego. Bo to, wiesz mniej więcej to samo co byś od doktora usłyszał, że masz raka. W końcu mówi to specjalista. A to, że z niego dupa nie doktor i nie zna się na żartach, do których wcześniej zachęcał no kogo to obchodzi?

 

H.: Wróćmy do odstresowywania. Na czym zatem polega twoja praca? Wysyłasz ofertę do top menadżera umawiasz się na spotkanie i co dalej...

 

K.: Zacznijmy od tego, że przede wszystkim nie wysyłam ofert i nie kontaktuję się wyłącznie ze światem biznesu. Ludzie pracujący w mojej branży (jest nas w Polsce kilku) obsługują swoich klientów z różnymi zawodami.

 

H.: Z zachowaniem klauzuli " ściśle tajne"?

 

K.: No wiesz... Odbiorcami usług są ludzie z tzw. " górnej półki " i pierwszych stron gazet. Chociaż nasza praca finansowana jest czasami pod hasłem "szkolenie" spotkanie ze zleceniodawcą, ze szkoleniem ma tzw. luźny związek. Jest to raczej rutynowo prowadzony proces psychoterapeutyczny lub serwowana pomoc psychologiczna często superwizowana(coś w rodzaju nadzoru merytorycznego) przez wysoko wykwalifikowanych kolegów psychologów z branży. Superwizja w przypadku takiej pracy jest czasami niezbędna. Tutaj nie można się pomylić, nie wiedzieć. Spotkanie nie jest towarzyską pogawędka o życiu i takich tam.  To specyficzny proces emocjonalny, w efekcie którego  menadżerskie zwieracze mają działać prawidłowo, a soki trawienne mają przestać wyżerać wrzodowe nisze. To działanie, które ma jednym słowem usunąć objawy psychosomatyczne, skorygować osobowość, nauczyć technik radzenia sobie ze stresem, przygotować do poważnych spotkań, wzmocnić silne strony, odsłonić słabe itd., itd. Nasze numery telefonów przechowywane są w głowach tych, którym pomagamy. Jeżeli pojawia się nowy klient - najczęściej powołuję się na rozmowę z osobą, która nas mu poleciła. Kiedy dochodzi do spotkania we wskazanym przez zleceniodawcę miejscu, często jest to biuro szefa, ale równie często jego prywatne mieszkanie jeżeli zlecenie ma obejmować psychoterapię rodzinną, małżeńską czy pomoc w rozwiązaniu problemów z dzieckiem. Rozpoczyna się negocjowanie kontraktu psychoterapeutycznego i finansowego. Koszty to także delegacje , pobyt w hotelu... Miasto gdzie mam się stawić na spotkanie nie odgrywa roli. Kontrakt dotyczy także ilości spotkań i ich częstotliwości.

 

H.: Na co skarży się najczęściej polski top menagment?

 

K.: Jak grzyby po deszczu wzrasta przede wszystkim ilość problemów rodzinnych. To efekt rytmu pracy menadżera. Menadżer najczęściej jest w pracy i bywa w domu. Inne proporcje spotyka się sporadycznie. Nie brakuje problemów z"trójkątem", nadciśnieniem, niewydolnością mięśnia sercowego, weekendowym alkoholizmem,... zaburzeniami seksualnymi, nerwicą i zaburzeniami osobowości. Ci ludzie nigdy nie pojawiają się w nawet  w  prywatnych gabinetach psychiatrów psychoterapeutów. Ich problemami emocjonalnymi zajmuje się neurolog, internista, kardiolog. Oczywiście do czasu. Nawet profesor interny jeżeli nie jest wykwalifikowanym psychoterapeutą nie wiele jest w stanie pomóc. Tabletka nasenna nie rozwiąże intrapsychicznych konfliktów, które generalnie z bardzo wysokim IQ mają niewiele wspólnego. Włączanie teorii Freuda do rozumienia struktur firmy  zbudowanej przez zaburzonego osobowościowo menadżera, czy też specyfiki stylu jego zarządzania firmą znane jest w specjalistycznej literaturze od dawna.

 

H.: O ile dobrze pamiętam Freud był raczej od psychoanalizy a nie od zarządzania?

 

K.: A psychoanaliza wbrew temu co się powszechnie o niej sądzi też nie zajmowała się leczeniem a... analizą. Efekt wyleczenia pojawiał się przy okazji. Patrząc od tej strony wykorzystana została także do rozumienia niektórych aspektów zarządzania. To z tego powodu pojawiło się np. psychoanalityczne podejście do problemu przywództwa generalnie, a w firmie w szczególności. Menadżer z zaburzoną osobowoscią np. paranoiczną buduje również paranoiczna firmę. Jego chorobliwa podejrzliwość zazdrość egocentryzm owocuje często przerostem kadrowym w dziale kontroli. Ciągła kontrola pracowników doprowadza dokładnie do odwrotnego skutku. Ludzie nie chcą być traktowani jak niegrzeczne dzieci, w konsekwencji spada ich motywacja do pracy i efektywność. Takich przykładów można mnożyć.

Zaburzenia osobowości chociaż są "chorobą charakteru" nie są tak widocznym defektem psychicznym jak schizofrenia. W związku z tym ludzie z otoczenia szefa nie mówią, że facet jest chory a co najwyżej że ma parszywy charakter. W wielu przypadkach zresztą właśnie ów parszywy "chory" charakter szefa przynajmniej na początku pozwala mu odnosić sukcesy w biznesie. Nieliczenie się z przeżyciami emocjonalnymi innych, nadmierna drobiazgowość, skrupulatność, pedantyczność, wysoki stopień samokontroli, chociaż w języku psychopatologicznym nazywa się często  osobowością anankastyczną, w języku biznesu oznacza faceta który "dba o porządek w firmie".

Kiedy firma się rozrasta przerost "formy nad treścią" czyli "porządek przede wszystkim" rozwala biznes. Jeżeli połowę dnia pracy szef poświęca na segregowanie dokumentów i sprawdzanie, czy na pewno ktoś go nie chce wykiwać, brakuje czasu na zarządzanie i twórcze myślenie.

 

H.: Ale "parszywe charaktery" dyskwalifikują  psychologowie w badaniach selekcyjnych podczas rekrutacji?

 

K.: Wyobraź sobie dwie sytuacje. Pierwsza to taka, że przychodzisz do mnie i mówisz: proszę mi pomóc. Pogadam z tobą i dam ci do rozwiązania test badający czy twoje problemy nie mają związku z twoją np. z osobowością. Druga przychodzisz do mnie w roli faceta szukającego pracy. A ja ci mówię Twoje CV jest OK. Proszę rozwiązać test zobaczymy jak tam z osobowością. Zakładając, że w obydwu sytuacjach dostajesz to samo narzędzie diagnostyczne, nie potrzeba być psychologiem, żeby wiedziec, że na wynik będzie miała wpływ twoja postawa emocjonalna przed badaniem. To, co w pierwszej sytuacji będziesz starał się uwypuklić w drugiej dokładnie będziesz ukrywał. W rezultacie psycholog zajmujący się rekrutacją na podstawie testu często otrzymuje produkt pt." Moje wyobrażenia na temat idealnej osobowosci menadżera". Znam takich, którzy po przeczytaniu (jeżeli im firma udostępnia wyniki) opracowania profilu własnej osobowości maja mysli samobójcze.

 

H.: To się rzeczywiście zdarza?

 

K.:Tym częściej im bardziej kandydatowi na stanowisko menadżera zależało na podjęciu pracy.

Kłopot polega również na tym, że część ze stosowanych przez polskich psychologów testów bazuje na normach np. amerykańskich. Krótko mówiąc jeżeli 1000 amerykańskich menadżerów klasy lux na pytanie w teście Lubisz czytać czasopisma techniczne? odpowiedziało: TAK, to jeszcze nie znaczy że Polaka, który także odpowie na to pytanie twierdząco należy zaliczyć do grupy nadającej się do wykonywania tego zawodu. Bo nie wiemy czy np. polski top menadgment nie woli Hustlera?

W Wielkiej Brytani za przeprowadzenie przez psychologa badań testem nie posiadajacym odpowiednich norm dla populacji Brytyjczyków pracownicy uczestniczący w  badaniach selekcyjnych zaskarżyli do sądu firmę świadczacą usługi psychologiczne za nadużycia i poprosili o wysokie finansowe odszkodowanie. Pisała o tym GW. W Polsce, póki co, po badaniach psychologicznych wykonywanych na pracownikach firmy podczas szkoleń lub rekrutacji obszerna opinia psychologiczna o pracowniku trafia do rąk szefa. Można w niej przeczytać np.


"...jest osobą skrytą wrażliwą, ma tendencje do samooskarżania się, pesymistycznego widzenia siebie, jest  zahamowana, nadmiernie krytyczna- krytykancka, ma tendencję do destrukcji..."

albo 

"...jest nadmiernie podejrzliwa, skryta, cechuje ją upór i niestabilność emocjonalna..."

I jak tu nie myśleć o sznurku kiedy znajoma z kadr po kryjomu pokazała pewnej mojej pacjentce wyniki dociekań psychologa, z którymi zapoznało się przy okazji kilka wścibskich pań z księgowości w firmie w której pracowała?

Inna kwestia apropos "parszywego charakteru" szefa to taka, że szefem jest zarówno ten, kto pracuje dla właściela firmy jak i sam właściciel. Ten ostatni zazwyczaj nie musi przechodzić badań psychologicznych. Po prostu zakłada interes, bo ma dobry pomysł i pieniądze.

 

H.: No ale testy to nie wszystko. Jest jeszcze tzw. inerview czyli rozmowa kwalifikacyjna?

 

Dla każdego wyszkolonego psychoterapeuty posiadającego licencję to kopalnia wiedzy o osobowości człowieka. Tych ludzi jest jednak w Polsce jak na lekarstwo. Firmy rekrutacyjne korzystają zatem z kadry młodej i dodajmy mało doświadczonej. Jeżeli ktoś w życiu zawodowym nie miał do czynienia np. z facetem z bordeline to jego tendencję do działań impulsywnych odczyta jako "dynamizm" cechę bardzo pożądaną w biznesie.

Histronik (ktoś z osobowością hiteryczną) podczas interview jest w stanie zagrać każda rolę. Menadżera również. Jego skłonność do fantazjowania jest tak duża, że sam wierzy w to, co mówi.

Byłem zdumiony jak kiedyś pewna młoda z głosu pani "psychorekrutator" podczas radiowego wywiadu na pytanie prowadzącej spotkanie "Co decyduje o tym, że właśnie tę, a nie inną osobę kwalifikuje Pani na określone stanowisko?" odpowiedziała :

"No... ważne jest również takie kryterium, czy np. ja chciałabym z ta osobą pracować?". Dla wielu "robiących w ludziach" tak samo jak niezrozumiałym terminem jest  bordeline tak samo również "przeciwprzeniesienie". Nie wiem czy ta pani bardziej lubi brunetów (bo taki jej się życiu trafił) a nie lubi blondynów (bo taki ją wykorzystał) czy odwrotnie.

Ja na jej miejscu zatrudniał bym na stanowisko sekretarek wyłącznie długonogie cycatki.

Wracając do rozmów w cztery oczy z "psychologiem rekrutem".

Podczas gdy np. w Japonii podczas takiego spotkania pada często pytanie: Czy ma pan prawidłowe wzwody? - tam bowiem siła erekcji świadczy o wydolności w ogóle - i żaden potomek samuraja (notabene samuraj miał chroniczneproblemy z erekcją, bo starość i otyłość była ceniona przez Japonki jako cechy atrakcyjne seksualnie) z tego powodu się nie skarży, w niektórych krajach europejskich za pytanie Czy jest pani w ciąży? albo Czy jest pani mężatką? można wylądować w sadzie.

Polska w tym względzie podjęła hasło Wałęsy: zbudujemy drugą Japonię.

Padają więc pytania i o to Czy planuje Pani w najbliższym czasie urlop macierzyński?  i np. o to Czy była Pani molestowana seksualnie?. Znam również sytuacje, kiedy kandydata prosi się o podpisanie oświadczenia "Jestem zdrowy". Takie i inne pytania niestety padają także czasami z ust niedorekrutowanych młodych  psychologów pracujących dla zajmujących się rekrutacją całkiem poważnych firm. Dla doświadczonego psychoterapeuty, także specjalisty od rekrutacji przeczytanie CV i postawienie kilku ogólnych pytań wystarcza do tego aby zorientować się co w "charakterze piszczy".

Pada czasami również propozycja zagrania scenki np. pt. umówmy się ze pan jest przedstawicielem handlowym i ma pan mi zaoferować powiedzmy szczotki do czyszczenia klozetu"

Prowadzenie jednak takich form diagnozy zawsze specjalista uzgadnia z tym kogo bada. Druga strona ma prawo odmówić.

 

H.:  Wróćmy do ludzi, którym pomagasz. Czy uwikłany w chroniczny brak czasu VIP znajduje w ogóle czas na spotkania z tobą?

 

K.: Moim zadaniem jest być punktualnie w wyznaczonym dniu o wyznaczonej godzinie w wyznaczonym miejscu i... zacząć liczyć czas, za który mam z góry zapłacone. Sprawą zleceniodawcy jest być na spotkaniu albo nie być. Wybór należy do mojego klienta. Z doświadczenia mogę ci powiedzieć, że sporadycznie zdarza się aby spotkanie nie odbyło się. Każdy menadżer umie liczyć pieniądze. Te wydawane na własne szkolenia także.

 

H.: Co byś generalnie zalecił menadzerom, żeby nie wyhodowali wrzoda? Relaks?

 

K.: Treningi relaksacyjne, antystresowe bardzo modne i bardzo drogie mogą być tak samo szkodliwe jak stres.

Wyobraź sobie pomieszczenie, w którym jest żarówka. Możesz zmniejszyć oświetlenie kombinując z napięciem prądu. Jeżeli menadżerski mózg nie otrzyma tyle napięcia ile potrzeba mu do jasnej pracy to jest... albo jest ciągle przyćmiony albo dekompensuje się czyli pojawiają się różne niesympatyczne objawy złego samopoczucia psychicznego. Trening autogenny nie jest wbrew pozorom techniką, która jest całkiem bezpieczna. Wyobraź sobie cytrynę, a przekonasz się jaka jest moc wyobraźni kiedy z kącika zacznie ci ściekać ślina. Jak zaczniesz sobie wyobrażać co innego...

 

H.: ...to nie wiadomo gdzie pojawią się przecieki?

 

K.:Czasami wbrew pozorom może być groźnie z czego i manadżer i niedoświadczony trener nie zdają sobie sprawy. Wyobraźnia to siła. Źle użyta może stać się przyczyną katastrofy.

Wniosek z tego, że menadżer musi umieć operować swoim wewnętrznym przełącznikiem czyli raz podkręcać napięcie a raz je obniżać. W zależności od potrzeb. Uczony jest więc optymalizacji napięcia, a nie relaksu. Ten może zafundować sobiealbo na rybach....

 

H.: .. albo w towarzystwie masażystki?

 

K.: Wybór należy do niego na co chce przeznaczyć pieniądze. Generalnie masażystka też jest pewnym rozwiązaniem. Przynajmniej jasno wiadomo o co w tej zabawie chodzi.

 

H.: Pracujesz również w mediach. Skąd po ukazaniu się naszej rozmowy wiesz, że nie stracisz potencjalnych klientów?

 

K.: Po pierwsze: nie przypominam sobie abyśmy rozmawiali o moich zleceniodawcach. Po drugie: nie jestemanestezjologiem a psychologiem.


Artykuł został opublikowany na łamach miesięcznika Hunter, 2001.



doromi.net
Moje artykuły | Moje kwalifikacje | Moje porady | Telewizja | Kontakt
Wszystkie materiały zawarte na tej stronie chronione są ustawą o prawach autorskich.
Polecam strony: http://www.zwolinski.pl/ | www.profident.pl
admin