Kozetka przed kamera


TVNmed

Wielki Brat

Prezentacje z mojego udziału w programach telewizyjnych i radiowych

Internetowa filmoterapia

Fabryka Gwiazd

 

 

Kozetka przed kamerą

Daria Galant 

ILUSTRACJA MAREK KNAP

Psycholodzy przenoszą się - za swoimi klientami - do studiów i redakcji

DARIA GALANT

Uczestnictwo w programie typu Big Brother to z jednej strony szansa zdobycia sławy, zrobienia kariery, zarobienia pieniędzy. Z drugiej strony psycholodzy ostrzegają, że istnieje ryzyko, iż udział w programie naruszy prywatność i wywrze wpływ na życie osobiste.

Nastały czasy ekshibicjonizmu emocjonalnego. Ludzie przeciętni chętnie pokazują się w mediach i opowiadają o rzeczach, które niegdyś pieczołowicie skrywali. Media zaś z zapałem owe wynurzenia relacjonują. Wzrasta oglądalność lub czytelnictwo.

Sławomir D. przed programem żył zwyczajnie. Prowadził warsztat samochodowy na Śląsku i nie miał żadnych marzeń. Aż zgłosił się do niego człowiek o nazwisku "Riserczer".

- Tak się przedstawił - wspomina Sławomir. Młody mężczyzna pracował dla telewizji jako researcher, czyli - w medialnym żargonie - osoba zbierająca materiał dziennikarski. Akurat szukał ludzi, którzy korzystają z usług przydrożnej prostytucji. Ktoś mu powiedział, żeby popytać w warsztatach.

Sławomir przyznał, że skorzystał. Okazało się, że to żaden wstyd. Wręcz przeciwnie! W telewizji chcą, żeby o tym opowiedział. Poszedł na nagranie.

- Pytania miały być dwa: ile razy skorzystałem i co o tym sądzę. Ale pytań było więcej, i to bardzo szczegółowych - opowiada. Twierdzi, że prowadzący był napastliwy i nie ustępował, dopóki nie otrzymał odpowiedzi. Cała Polska dowiedziała się, jakiej usługi zażądał pan D. i co czuł podczas jej wykonywania. Polska słuchała z zapartym tchem, kiedy tłumaczył się, że nie jest zboczeńcem.

- Bo zapytano mnie, czy mam dewiacje seksualne - dodaje rozgoryczony.

Teraz uważa, że ludzie inaczej na niego patrzą. Szczególnie kobiety. W dalszym ciągu jest kawalerem, choć bardzo chciał założyć rodzinę. Występ w programie miał podnieść jego rangę społeczną. Stało się inaczej.

- Ludzie nie wiedzą, w jaki sposób udzielać wywiadu dziennikarzowi, co powiedzieć w radiu i jak się zachować, by na kontakcie z mediami zyskać, a nie stracić - mówi Krzysztof Korona, psycholog i psychoterapeuta, od 20 lat pracujący z mediami i dla mediów, obecnie - przy projekcie Big Brother.

Korona wraz z Wojciechem Herrą, specjalistą z dziedziny psychologii społecznej i psychologii biznesu, tworzą pierwszą w Polsce firmę, która zajmuje się zabezpieczaniem interesów zarówno producentów, jak i osób biorących udział w rozwijającej się formule reality show oraz istniejącej talk show. Współpracując z psychologiem Jackiem Santorskim, tworzą standardy psychologiczne dla polskich wersji tego typu programów. - Procedury zabezpieczające muszą powstać jak najszybciej - mówi Korona. - Stąd nasze zaangażowanie w Wielkiego Brata.

Owo doradztwo psychologiczne ma pomagać przyszłym uczestnikom w podjęciu decyzji: "dać się złowić czy nie". A jeżeli już "dać się", to jak nie wyjść z tego z wątpliwą niekiedy sławą. Udział w mediach tak zwanych naturszczyków niesie poważne niebezpieczeństwo.

- Jeżeli ktoś zechce uczestniczyć w jakimś programie, należy mu doradzić, czy powinien wystąpić, a potem - jak ma kreować swój wizerunek. U nas można się dowiedzieć, jak wykorzystać fakt, że jest się popularnym, jak dzięki temu poprawić swoją sytuację socjalną, zarobić pieniądze.

Jeszcze przed erą "medialnych spowiedzi" Korona pomagał ofiarom gwałtów w podejmowaniu decyzji, czy nawiązać kontakt z mediami.

- Bo to wspaniały kąsek dla dziennikarza - mówi.

Niedawno pomocy potrzebował członek samorządu lokalnego. Pytał, czy powinien opisać konflikt z kolegą radnym? Bo chętnie by to zrobił. Ja na to: Nie. Jeżeli pan zdecyduje się na uruchomienie tego typu ścieżki, jak spór w mediach, to wypływa pan na ocean i przestaje kontrolować wydarzenia.

Tymczasem w polskim społeczeństwie pęd do sławy i rozgłosu jest ogromny. Wśród ponad dziesięciu tysięcy osób, które zgłosiły się do eliminacji Wielkiego Brata, znalazło się sporo z ewidentnymi śladami zaburzeń psychicznych, na przykład upośledzenia umysłowego. Przed kamerą były gotowe na wszystko.

- Przychodziły ładnie ubrane, były inteligentne, błyskotliwe - wspomina Krzysztof Korona. - Znalazła się również grupa z tak zwanymi zaburzeniami psychotycznymi. Osoby te w przeszłości przeszły schizofrenię lub różne zespoły urojeniowe. Nie było szans, by któraś z nich dostała się do takiego programu. Udało nam się nie dopuścić również wielu osób z różnymi nerwicami i fobiami.

Psycholodzy mówią, że wykluczanie z projektu to trudne zadanie, bo tak naprawdę nie ma żadnych testów, specjalnie opracowanych dla udziału w reality show. Tymczasem wielu osobom z zaburzeniami psychotycznymi bardzo zależy na pojawieniu się w mediach.

- Zaczną opowiadać przed kamerą, że mają kontakty z UFO lub doświadczają oddziaływania promieniowania - mówi Korona. - Będą przekonujące. A dziennikarz nie zauważy zaburzenia w sposobie myślenia. Uzna, że to fajny rozmówca. Natomiast psycholog kogoś takiego wykluczy. Ma też oceniać, czy interesy firm produkujących programy typu show nie będą zagrożone, kiedy zaproszony zostanie pieniacz, który po udziale w programie nagle zacznie skarżyć stację telewizyjną.

- Od reality i talk show nie ma już odwrotu. To duże zapotrzebowanie społeczne i duże pieniądze. A my, jako psycholodzy, powinniśmy chronić wszystkie strony tego spektaklu. Tak dalece, jak to możliwe - dodaje Krzysztof Korona.


doromi.net
Moje artykuły | Moje kwalifikacje | Moje porady | Telewizja | Kontakt
Wszystkie materiały zawarte na tej stronie chronione są ustawą o prawach autorskich.
Polecam strony: http://www.zwolinski.pl/ | www.profident.pl
admin