
Rozmawia Karolina Morelowska
2008-11-10
Co zrobić, żeby nasze dziecko było dumne z tego, że jest Polakiem? Jak od małego uczyć szacunku dla tradycji i narodowych symboli, radzi psycholog Krzysztof Korona
Jak dziecko powinno spędzać Święto Niepodległości?
Myślę, że to zależy od tego, z kim dziecko będzie ten dzień
spędzać. Z ojcem, który ma 40 lat, czy z dziadkiem, który ma lat 70.
Niestety zauważam, że dwudziestokilkuletni i trzydziestoletni rodzice z
pewnym wstydem rozmawiają ze swoimi dziećmi o tym, czym jest
niepodległość. Z zażenowaniem wspominają, że Polska to Polska, a nie
Unia Europejska. Młodzi ludzie z trudem myślą kategoriami przeszłych
pokoleń. O tym, że ojczyzna to wartość godna poświęceń. To nie jest
dzisiaj trendy. Bo dzisiaj modnie jest mówić o Europie, o świecie, bo
tylko taki punkt widzenia poszerza horyzonty. I to jest według mnie
trochę niepokojące. Być może więc jest tak, że dzisiejsze
trzydziestolatki po prostu same niespecjalnie przywiązują wagę do
takich haseł jak: wolność, ojczyzna. Bo z kolei oni, rozmawiając ze
swoimi rodzicami o tych wartościach, mieli często zaszczepiane w
głowie, że to nie jest TA ojczyzna, o którą walczyli ich dziadkowie.
Mam na myśli oczywiście komunizm. Być może też stąd bierze się ten
luźny stosunek do tematu patriotyzmu.
To znaczy, że lepiej, aby 11 listopada wnuka zabrał na spacer dziadek?
Dziadek, a może nawet pradziadek. Oczywiście w towarzystwie
rodziców. Ale to właśnie dziadek albo pradziadek pamięta czasy, kiedy
słowo "ojczyzna" coś znaczyło. W każdym razie znaczyło o wiele więcej
niż dzisiaj. Bo to on nosił w ręku bagnet i walczył o niepodległość. I
w takim przekazie tkwi największa siła.
W rodzinnych, prawdziwych opowieściach.
Znacznie większa niż ta płynąca z kartek, na których zapisana jest
historia. Niż ta książkowa. Najskuteczniejszą formą wychowywania
dziecka na patriotę są opowieści bliskich. Momenty, kiedy pradziadek
otwiera rodzinny album i pokazuje na zdjęciach siebie. Opowiada, gdzie
to się działo, że w tym uczestniczył on sam albo wujek, stryjek. I
tłumaczy po co. Myślę, że to jest odpowiednia chwila, aby powiedzieć
dziecku, że wszystko to, co jest dzisiaj - czym może ono się cieszyć, a
co wydaje mu się zupełnie naturalne i oczywiste - zaczęło się właśnie
wtedy, na tych czarno-białych zdjęciach. Powiedzieć, ile to kosztowało,
ile dziadek odniósł ran, ile nocy nie przespał, czy nawet o tym, że
ktoś z bliskich stracił życie. I tak dziecko dowie się, co jest ważne,
istotne. Co później ukształtuje jego poczucie tożsamości, jego
polskość.
Pozwoli poczuć się Polakiem, zanim stanie się Europejczykiem?
Nie chcę nikogo przeciwko niczemu buntować, ale należy pamiętać,
że my, Europejczycy, urodziliśmy się przede wszystkim w Polsce. I nasze
dzieci też powinny to wiedzieć. Nie chcę się też upierać, że wpajanie
dzieciom: "Jesteś Polakiem ponad wszystko" będzie z punktu widzenia
wychowawczego, pokoleniowego, społecznego tym, co możemy im zaoferować
jako najbardziej właściwe. Ale jednak byłbym gotowy zaryzykować. Bo z
punktu widzenia zdrowia psychicznego przede wszystkim nie wolno naszych
dzieci, wnuków i prawnuków pozbawiać korzeni. Sięganie do nich,
mówienie o nich, przypominanie, skąd się wywodzimy, do czego
przynależymy, odwoływanie się do tradycji jest dla nich gwarantem
zbudowania i zachowania tożsamości. Kiedy jest czas, aby takie rozmowy
zacząć? Nigdy nie jest za wcześnie. Od momentu kiedy dziecko zaczyna
mówić, komunikować się, zadawać pytania, te dla nas, dorosłych, trudne,
zaczynające się od: "Dlaczego?", jest już dobry czas.
Ale na pewno w zależności od wieku należy tę wiedzę odpowiednio dozować.
Oczywiście inaczej rozmawia się z przedszkolakiem, który siedzi na kolanach, inaczej z wnuczkiem gimnazjalistą czy licealistą.
Z licealistą rozmawia się łatwiej: jest partnerem, który więcej
rozumie. A jakim językiem o tak złożonych i czasami bolesnych kwestiach
rozmawiać z przedszkolakiem?
Przede wszystkim prostym. To znaczy, że nie należy bać się mówić o
śmierci, o tym, że ludzie przelewali krew. Nie należy go jakoś
szczególnie przed taką wiedzą, dotyczącą odległej historii, chronić.
Przedszkolak lęka się i boi przede wszystkim tego, co dotyczy jego
aktualnego otoczenia, losów mamy, taty czy siostry. Natomiast
opowieści, nawet te najtrudniejsze, bo tragiczne, ale o dalekich
czasach - o tym, że kiedyś był głód, że ktoś wchodził do naszego domu,
mówiąc innym językiem, i próbował go traktować jak swój własny -
dziecko będzie odbierać podobnie jak bajkę. Bez okaleczającego
zaangażowania, a jednak budując właśnie swoją tożsamość. Od samego
początku.
A potem należy pokazać godło, flagę. Uczyć odczytywać symbole.
Tak, i przede wszystkim od małego uczyć do nich szacunku. To jest
właśnie rola rodziców, dziadków. Bo młodzież ma niestety tendencję do
posługiwania się ważnymi narodowymi symbolami w dość dziwaczny - żeby
nie powiedzieć: śmieszny - i bardzo niewłaściwy sposób. Kiedy
przyglądam się, jak polska flaga łopoce w rękach chłopaków
wybierających się na ligowe, nieistotne z punktu widzenia naszej
narodowości mecze, a w zasadzie stadionowe bijatyki, mam poczucie, że
to duże nadużycie. A jak wiadomo, to, czego nadużywamy, nie budzi w
rezultacie naszego szacunku. A przecież kiedyś ktoś za tą flagę, tego
orła, jego koronę, przelewał krew. Dosłownie. I dlatego ojciec widzący
swojego syna w takiej sytuacji powinien zareagować stanowczo,
powiedzieć: "Kolego, nie możesz owinięty w polską flagę biegać z piwem
po ulicy, bo tę samą flagą, tym symbolem, owinięty był kiedyś żołnierz,
który ginął za twoją wolność". To jest właściwa reakcja rodzica. W
takiej sytuacji nie wolno się bać patosu. Swoją rolę do odegrania mają
również media i szkoły, które też już dzisiaj, niestety, nie kultywują
w młodych ludziach polskości. Pracuję z młodzieżą gimnazjalną i czasami
z przerażeniem widzę, że mam do czynienia z Europejczykami, a nie
Polakami. Widzę, jak wyraźnie sami siebie określają, zupełnie nie mając
pojęcia, że czegoś się pozbawiają. Co więc ma dla nich znaczyć 11
listopada? Pewnie niewiele. A szkoda. Mimo, że żyjemy w czasach
globalizacji. Chociaż oczywiście dobrze by było, żeby nasze dzieci
swobodnie czuły się w świecie.
Ale chyba jedno nie musi wykluczać drugiego.
To nawet należy połączyć. Najbezpieczniej właśnie przez pryzmat
tego, co naszym dzieciom ma szansę wydać się ważne, bo bliskie, chociaż
patetyczne. Przez pryzmat doświadczeń poprzednich pokoleń. To zdrowy
model budowania tożsamości Polaka, ale i człowieka. Mądrego. Takiego,
który będzie wiedział, z czego się wywodzi. I który nigdy nie będzie
się wstydził swoich korzeni. Będzie z nich dumny. Wyjmijmy stare,
pożółkłe fotografie, rodzinne listy, dokumenty i poświęćmy naszym
dzieciom i wnukom czas w Święto Niepodległości. Warto!
To jest artykuł, który ukazał się w The Times Polska. Możesz go przeczytać także tutaj: http://polskatimes.pl/meskarzecz/59237,jak-wychowac-dziecko-na-patriote,id,t.html