
Klaudia Korona - w rozmowie z psychologiem Krzysztofem Koroną – konsultantem Fabryki Gwiazd, właścielem firmy Psychonet.pl .
Klaudia K.: Czy to prawda, że jesteś jedynym w Polsce specjalistą psychoterapeutą i seksuologiem, u którego w poczekalni przesiadują gwiazdy, którym radzisz jak żyć żeby nie zwariować?
Krzysztof Korona: Nie wiem czy jedynym, ale niedługo minie 10 lat od czasu, kiedy zdecydowałem się sprzedawać swoje umiejętności psychologiczne dziennikarzom, aktorom, piosenkarzom, muzykom i …„naturszczykom” (przepraszam) z programów reality show, które są potrzebne do rozwiązywania różnych trudnych sytuacji pojawiających się w życiu scenicznym, prywatnym i prawnym każdego celebrity.
Klaudia K.: Czy gwiazdor, jest rzeczywiście tak bardzo obciążony psychicznie, że poleżenie u Ciebie na kozetce chroni go przed ...odlotem w kosmos podczas na przykład koncertu?
Krzysztof Korona: Wiesz... „pracownik” na stanowisku estradowego piosenkarza taki na przykad jak nasz „fabrykant” ma trochę inną robotę od brygadzisty w fabryce kapsli. Ten akurat na „gwizdek - fajrant”, z przyjemnością zrzuca kombinezon i pędzi do żony, kochanki, narzeczonej lub na piwo. Gwiazdor po „gwizdku - fajrant” dostaje często depresji. Koniec pracy dla niego to często śmierć medialna. A z tym nie jest łatwo się pogodzić.
Klaudia K.: Zabrzmiało dość dramatycznie...
Krzysztof Korona: Bo życie celebrities jest pełne dramatów scenicznych i niestety życiowych także. Głównie dlatego, że ich praca polega na ustawicznym byciu ...w robocie.
Ci , którym się wydaje, że mogą zrzucić na chwilę swój „sceniczny kostium” i bez żadnych konsekwencji po prostu odpocząć na plaży, w odludnym miejscu szybko zostają przyłapani na… samozadawalaniu się bez obecności fanów i bezpardonowo ukarani.
Kolorowe tabloidy i internetowe „kundelki” zwalczają naturalne tendencje bożyszczy do intymnej autorelaksacji, dbając o to, aby u fanów nie doszło do pojawienia się objawów spadku estradowego czy telewizyjnego libido, które popycha ich do sięgania po pilota w godzinach telewizyjnej ekspozycji ich ulubieńca.
Obsikiwanie... (sorry za koprolalię) wyluzowywującej się na trawie gwiazdeczki, która zapomniała, że należy do klanu Wielkiej Niedźwiedzicy ma też swoje biznesowe uzasadnienie. Na celebrities zarabiają bowiem wszyscy. Właściciele „kundelków” także.
Klaudia K.: Co radzisz w takich sytuacjach?
Krzysztof Korona: Psychopatologiczne skutki papierowych czy internetowych „o-piss-ów” dla gwiazd są różne. Normalna, (czyli np. ta, która nie gniewa się na Wechslera i nie przyjaźni się np. z bordenline-em) celebrytynka, która czyta o sobie w Internecie, że ten pan leżący obok niej na zdjęciu, to kochanek, a nie mąż (chociaż akurat w sierpniu to był mąż...). A to… tu, na jej udzie, zaznaczone czerwonym kółkiem i powiększone to początki cellulitu (chociaż ona dobrze pamięta, że tego dnia było zimno i to normalna gęsia skórka była...) dostaje zdrowego (mówiąc kozetkowym językiem) acting-out’u czyt. w dowolnym, niepsychologicznym tłumaczeniu: niekontrolowanego wytrysku słów powszechnie uważanych za obraźliwe, które dlatego, że nie wprost, to zdrowo i bezpiecznie dla jej życia medialnego, zostały skierowane pod adresem Szanownego Pana Redaktora rubryki pt. „Obsikujemy Gwiazdy” zajmującego się uprawianiem płatnego, fotograficznego, nic to, że bezejakulacyjnego, ale jednak - voyeryzmu. Taka celebrytynka czuje się tym bardziej zdrowo psychicznie, im bardziej przy śniadaniowym stole mąż, którego uszy odebrały jej improwizację leksykonu ginekologiczno-seksuologiczno-proktologicznego, nieodzywając się ułatwił jej werbalne odreagowanie i emocjonalne zwentylowanie artystycznej duszy. Dodatkowo jeżeli po takim akcie oralno-wokalnego popisu słodko pocałował ją w czółko ze słowami: „Ach ty moja gwiazdeczko! Jak ja Cię kocham!” to jest raczej nikłe prawdopodobieństwo, aby szczękający „kundelek” doprowadził do wywołania u niej objawów… kynofobii.
Trochę inaczej proces konfrontacji z obsikanym wizerunkiem medialnym będzie przebiegał u gwiazdora o bardzo wyrazistej „osobowości artystycznej”, która w moich książkach nazywa się często osobowością narcystyczną, neurasteniczną, histroniczną czy nieprawidłową, który dodatkowo nie ma wsparcia systemu rodzinnego. W takiej sytuacji kontemplując (a wyobraźnia artystyczna zdecydowanie ułatwia prowadzenie barwnej kontemplacji) nad wysuwającym się zza krzaków aparatem Szanownego Pana Redaktora przygotowującego się do pstryknięcia intymnej sfery gwiazdy, ów często reaguje obstrukcją sceniczną. Ta, z powodu niemożności opróżnienia nabrzmiałej wyobraźni, doprowadza w końcu do wypalenia zawodowego artystycznej duszy i dlatego pojawia się u niego psychotyczny odlot, w którym świat realny miesza się ze światem kosmitów, a pstrykających redaktorów widzi nawet lustrze sedesowej wody w domowej ubikacji.
Reasumując bycie rasowym celebrity w Polsce (czyli takim, który po powrocie do domu nie nuci żonie na dobranoc leitmotiv’u z... psychopatologicznego Zespołu Otella) wymaga sporych umiejętności psychologicznych, których staram się uczyć poza kamerą tych, którzy nie chcą zwariować naprawdę. Toteż zdecydowanie częściej zajmuję się szkoleniem gwiazd niż ich leczeniem na kozetce.
Sławni ludzie nie są pozbawionymi praw, estradowymi katorżnikami, których prywatność może bezkarnie gwałcić każdy Pan Redaktor i każdy Forumowicz.
Procesy karne i odszkodowawcze, w których występuję jako biegły sądowy oceniający straty psychologiczne przekładające się na straty finansowe jakie celebrity poniósł z tytułu świadomego uszkodzenia (bez zgody gwiazdy) budowanego przez niego i finansowanego (np. przez stację telewizyjną) wizerunku medialnego sięgają na tyle dużych kwot, że sami bożyszcze są zainteresowani „podpuszczeniem” nieuświadomionych prawnie fanów, forumowiczów i redaktorów do atakowania i niszczenia ich „medialnego wizerunku”. A to głównie po to, by za chwilę ze sprawcą „porysowania gwoździem samochodu Celebryta” przyłapanym na gorącym uczynku, który podobnie jak jego wizerunek medialny jest tylko jego własnością, spotkać się w sądzie i poprosić o okragłą sumkę pieniędzy z tytułu odszkodowania za poniesione straty.
Klaudia K.: A co mógłbyś powiedzieć na temat „artystycznych odlotów” sławnych ludzi?
Krzysztof Korona: O tym opowiem w kolejnej części wywiadu.
Klaudia K.: Ok, dziękuję za rozmowę.
Krzysztof Korona: Również dziękuję.