Na polskim rynku szkoleniowym w zasadzie nie spotyka się ofert, które dotyczą umiejętności radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi w rodzinie. Tymczasem rodzina, to jedyne miejsce w którym szefowie mają (albo nie mają) możliwości „naładowania akumulatorów” przed następnym dniem w pracy.
Poniżej zamieszczone rady przeznaczone są nie tylko dla małżeństw, w których jedno pełni poważną funkcję dyrektora. Polecam je także tym parom, które nie potrafią porozumiewać się w rozwiązywaniu codziennych problemów.
Zasada 1.
Podziel małżeństwo na dwa obszary. Sferę uczuć i sferę organizacji.
Podział małżeństwa na dwie odrębne sfery pozwala na
uwolnienie się od zgubnego przekonania, że małżeństwo polega jedynie na
romantyźmie i wielkiej miłości. Małżeństwo, rodzina to mała wspólna firma, w
której miłość i seks są tak samo ważne jak umiejętności wspólnego zarządzania.
Partnerzy w związku małżeńskim, którzy nie potrafią oddzielać tych obydwu sfer,
popadają w konflikty z tak chociażby błahych powodów jak mycie naczyń po
obiedzie. Tam, gdzie obszar uczuć wchodzi w obszar organizacji, mycie naczyń
urasta do rangi dowodu na to, czy partner obdarza nas miłością, czy też nie.
Obszar organizowania wspólnego życia z jednoznacznie określonymi granicami pozwala na określenie zakresu odpowiedzialności. Ważne jest, aby daną dziedziną zajmowała się akurat ta osoba, która radzi sobie z nią najlepiej.
Obszaru uczuć, miłości i czułości nigdy nie powinno się wykorzystywać jako instrumentu presji i szantażu podczas małżeńskich negocjacji na temat tego kto co robi i kto za co jest odpowiedzialny.
Takie rozgraniczenie wiąże się z zrozumieniem, że przekazywanie sobie komunikatów o miłości, przyjaźni nie może być zakłócane informacjami na co wydamy nasze zaoszczędzone pieniądze, tak aby uzyskać maksymalne profity albo finansowe albo związane np. ze spędzaniem wolnego czasu.
Innymi słowy, obszar organizacji to ustalenia kto za co w domu jest odpowiedzialny.
Obszar uczuć to przyjęcie założenia, że reakcja złości, ujawniana podczas małżeńskich sporów na temat zakupu stołu, nie jest żadnym dowodem na zanik uczucia miłości.
Człowiek nie jest maszyna, którą po zawarciu związku małżeńskiego da się zaprogramować tylko na ujawnianie pozytywnych emocji.
Złość, rozdrażnienie, smutek, płacz to tak samo naturalne uczucia jak miłość, radość, szczęście.
Nie oznacza to, że dobre funkcjonowanie w małżeństwie to zezwolenie sobie na ujawnianie dowolnych uczuć, na jakie w danym momencie mamy ochotę.
Każdy z nas jest bowiem wyposażony w aparat kontroli intelektualnej nad naszym życiem emocjonalnym. Nie oznacza to, że powinniśmy za wszelką cenę tłumić nasze negatywne emocje.
Sprawnie działający aparat intelektualnej kontroli oznacza, że potrafimy świadomie sterować naszym życiem uczuciowym wiedząc jakie konsekwencje pojawią się np. w stuacji wybuchu naszej złości.
Pary, które stosują zasadę podziału obszarów, siadając do stołu toczą zacięte spory o to jak ma wyglądać zakres obowiązków następnego dnia: kto co ma zrobić, kto co ma przygotować. Kiedy w wyniku ostrej dyskusji (obszar organizacji) - plan zostaje ustalony, spokojnie obydwoje mogą poruszać się w obszarze uczuć. Wszystkie nieporozumienia i spory powinny toczyć się w jadalni, a nie w sypialni.
Zasada 2.
Stwórz jasno określony program rozstrzygania sporów, którego będziesz ściśle przestrzegał.
Wrogiem każdego małżeństwa jest milczenie. Pary, które wykorzystują milczenie jako sposób na zademonstrowanie, kto jest silniejszy, prędzej czy później ulegają destrukcji doprowadzającej do rozpadu.
Kończenie rozmowy zdaniem „Daj mi święty spokój!” nie pozwala na rozstrzyganie żadnego sporu, nawet tego prozaicznego o mycie naczyń.
Im bardziej nie masz ochoty na rozmowę ze swoim partnerem, tym bardziej rozmowa ta jest wskazana. Zamiast „Obraziłeś mnie, dlatego za karę nie będę już z tobą rozmawiał" powiedz: „Obraziłeś mnie, musimy koniecznie o tym porozmawiać!".
Sztuka rozwiązywania sporów, szukania kompromisów, najczęściej dostępna jest tylko jednemu z małżonków, stąd też pierwszym krokiem na drodze uczenia się sposobów radzenia sobie z kryzysem małżeńskim jest uzupełnienie braku wiadomości o naturze małżeńskiego sporu i technikach jego prowadzenia.
Na pytanie dlaczego partnerzy, po okresie westchnień i uniesień, wchodzą w okres burzliwych dyskusji, w których wcale nie do rzadkości należy skorzystanie także z „ręcznego argumentu", odpowiedzi jest kilka:
Po pierwsze, początkowy okres budowania związku oparty jest najczęściej na spotkaniach, dłużej lub krócej trwających, ale nie jest to bycie z sobą w sensie wspólnego mieszkania.
W sytuacjach kryzysowych partnerzy po prostu rozstają się, każdy wraca do swojego mieszkania a próby ponownego nawiązywania z sobą kontaktu odbywają się z pewnego dystansu. W chwili, kiedy małżonkowie decydują się na wspólne zamieszkanie, nie można po prostu w trudnej sytuacji się wyprowadzić. Świadomość braku możliwości bycia przez kilka dni w separacji, a wręcz odwrotnie: trwanie w sytuacji, w której bycie razem pod jednym dachem, w jednym łóżku jest po prostu koniecznością, sprzyja kumulowaniu się frustracji i napięcia, co w efekcie prowadzi do znacznie ostrzejszych zachowań niż na etapie bycia „narzeczonym".
Po drugie: z chwilą wspólnego zamieszkania każda para musi przejść przez etap poszukania odpowiedzi na tak proste (wydawałoby się) pytania jak: Kto tu rządzi? Kto tu sprząta? - czyli prozę organizacji życia małżeńskiego.
Po trzecie: każdy z partnerów wnosi do małżeństwa historyczny bagaż doświadczeń wyniesiony z własnej rodziny, co w sposób zrozumiały musi doprowadzić do co najmniej łagodnie mówiąc „ustaleń", którą opcję i w jakich sytuacjach należałoby wybrać.
Biorąc pod uwagę fakt, że najczęściej każdy z partnerów wnosi do małżeństwa dwie różne koncepcje: wychowywania dzieci, spędzania wolnego czasu, sposobu organizowania i obchodzenia różnych świąt rodzinnych etc. nie wchodząc w dalsze uzasadnienia powodów, dla których dyskutowanie, rozwiązywanie konfliktów, w końcu kłócenie się jest nieodzownym elementem budowania małżeńskiej stabilizacji, proponuję kilka podstawowych wskazówek, które znacznie ułatwiają prowadzenie małżeńskich kłótni.
l. Nie odkładaj nie załatwionych z partnerem spraw na jutro, czekając, że być może czas spowoduje, że problemy same się rozwiążą.
2. Wyraźnie mów na jaki temat chciałbyś ze swoim partnerem porozmawiać i zanim podejmiesz próbę rozmowy upewnij się czy twój partner powiedział: Dobrze, porozmawiajmy o tym. Rozpoczynanie rozmowy na ważny dla ciebie temat „na siłę", kiedy partner nie bardzo chce rozmawiać, prędzej czy później doprowadzi do eksplozji emocji. Jeżeli twój partner ciągle unika poważnych rozmów, nie chce podjąć dyskusji masz prawo stawiać ultimatum.
3. Rozmawiaj tylko na jeden temat, który ustaliłeś z partnerem. Pilnuj, aby do rozmowy nie były dołączane inne sprawy. Zbytnie zagęszczenie tematów w sposób zrozumiały wprowadza chaos, a stąd już jeden krok do nie kontrolowanego wzrostu emocji.
4.Kiedy zaczynasz mówić, dbaj o to, aby pewne sprawy, które chcesz wyjaśniać nie były przedstawiane w zbyt zawiły sposób i nie polegały na rozpoczynaniu od sięgania do „wątków historycznych". Staraj się mówić prosto, zwięźle, krótko i zrozumiale.
5. Unikaj podczas mówienia stosowania ocen („jesteś głupi”), porównań („jesteś taki sam jak twój tatuś”) lub atakowania bliskich twojego partnera („to wszystko przez twoją matkę...”). Ocena jest przyjmowana jako atak, na który ma się zawsze ochotę odpowiedzieć także atakiem.
6. Naucz się słuchać - to podstawa sukcesu w prowadzeniu sporu. Przerywając w pół zdania, „łąpiąc za słówka" wywołasz najczęściej rozdrażnienie u swojego rozmówcy.
7. W kłótni szukaj kompromisu. Tam, gdzie nie jest to możliwe, naucz się rezygnacji, przegrywania lub przyznawania do własnych błędów.
8. Każdy małżeński spór powinien rozpoczynać się od przypomnienia osiągnięć małżeńskich i na nich kończyć.